Władze Nowego Jorku zmusiły nas do zamawiania ciasteczek do każdej kawy. Czym są pliki cookies i do czego je wykorzystujemy, znajdziesz tutaj!
AKCEPTUJĘ


Poprzedni temat «» Następny temat
Evelyn Hill
Autor Wiadomość
New York


New York

Wysłany: 2018-10-24, 09:51

 
 
Josephine Holmes


manhattan


24

organizatorka ślubów

były mąż wciąż tkwi w sercu

Josephine
Holmes










mam 168 cm wzrostu

status gry: -
The goodbye is the hardest part
Wysłany: 2018-11-29, 20:49

    #3

Josie przeważnie specjalizowała się w organizacji ślubów. Kiedy jednak została poproszona przez znajomych ojca, aby zorganizować jakąś większą imprezę dla prawników, nie potrafiła odmówić. Zawsze to jakaś odmiana, nawet jeśli takie przyjęcia były dużo nudniejsze niż wesela. Zrobiła więc to, o co ją poprosili, a nawet więcej, aby wszyscy byli zadowoleni. A Josie doskonale wiedziała, że niektórzy potrafią być naprawdę wymagający, bo znała ludzi z tego świata.
W dzień imprezy większość czasu spędziła w Evelyn Hill, gdzie miała się ona odbyć. W końcu wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik i to ona musiała tego dopilnować. I nawet kiedy przyjęcie się zaczęło, ona pozostała na miejscu, by wszystko poszło gładko. Mimo to była też jednym z gości, gdyż jako córka znanego prawnika również dostała zaproszenie. Właśnie dlatego siedziała przy stole, wraz z pozostałą częścią zaproszonych osób, a nie gdzieś z boku, choć często od niego wstawała, by pokręcić się to tu, to tam i sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
Dwie godziny później stała przy barze usytuowanym nieco z boku, sącząc powoli szampana ze swojego kieliszka. Niby była w pracy, ale też nie do końca, więc stwierdziła, że jeden czy dwa kieliszki jej nie zaszkodzą. Co z tego, że był to czwarty? Dopóki stała prosto i myślała trzeźwo, wszystko było w porządku.
Widząc po drugiej stronie baru znajomą twarz, przeprosiła grupkę ludzi, z którymi rozmawiała, by podejść do Tobiasa.
Tak myślałam, że cię tutaj spotkam — powiedziała na przywitanie z sympatycznym uśmiechem. W zasadzie to nie myślała, a wiedziała, bo widziała listę gości i sama wysyłała do nich zaproszenia, choć oczywiście mężczyzna mógł się nie pojawić.
 
 
Tobias Henderson


manhattan


33

niby własna kancelaria, ale życia nie ogarnia

próbuje w uczucia do Valentiny

Tobias
Henderson










mam 186 cm wzrostu

status gry: -
chyba nie
Wysłany: 2018-12-02, 21:44

#5

Umówmy się, te imprezy dla sztywniaków, nigdy nie są szczytem marzeń na spędzenie wolnego wieczoru. Nikt ich nie lubi, bo mimo darmowego alkoholu i ciekawych lub nie przekąsek, nie ma nic, co byłoby produktywnym spędzeniem kilku godzin. Wszyscy jednak na nie chodzili - bo wypadało. Trzeba było się pokazać, trzymać swoją pozycję na rynku, w elicie i jeszcze utrzymywać kontakty, co by ktoś sobie nie pomyślał, że jednak tracisz to coś. Każdy mądry więc i posiadający wiedzę, że na takich bankietach i imprezach ugra nie jedno, pojawiał się w dobrze dobranym garniturze, ściskając co drugą, czy trzecią dłoń i zajmując odpowiedni stolik. Tak też było tym razem. Tobias pojawił się w Evelyn Hill w idealnie skrojonym garniturze w graficie i zanim się przywitał, czy zamienił kilka zdań z osobami, z którymi miał dobre kontakty, już rozpoczęli oficjalną część, czyli gadanie, wręczanie sobie jakichś nagród, czeków, oddawanie czegoś na charytatywną fundację - czyli jednym słowem wielka pokazówka, by poklaskać co pięć sekund.
Nie wytrzymał za wiele, więc, gdy postawili przed nimi posiłek, rozmowy zaczęły wypełniać salę, chciał już bardzo szybko opuścić to miejsce. Nic dziwnego, że równie szybko znalazł bar, gdzie zamówił sobie szkocką na kostce lodu. Nie, żeby miał plany, kobietę czekającą na niego, ale naprawdę nie chciało mu się tu być. Chciał gdzieś uciec, wymknąć się niezauważonym, albo znaleźć wymówkę. To po prostu nie był ten dzień, gdzie wysłuchując te wszystkie bzdury masz znieczulicę. Z zamyślenia i knucia niecnego planu wyrwał go kobiecy głos. Oderwał wzrok od szklanki i uniósł brwi. - Jac..co tu robisz? - Uśmiechnął się delikatnie, zaskoczony, że ją tu spotyka. Nie sądził, że ją spotka na takim nudnym przyjęciu, a też nie zagłębiał się przecież w to, kto organizuje takie imprezy. Wiedział, że specjalizuje się bardziej w ślubach, stąd też takie przypuszczenia.
 
 
Flynn O'Dea


brooklyn


24

studiuje prawo

a tam nie ma miejsca na uczucia

Flynn
O'Dea










mam 183 cm wzrostu

status gry: gram
There is no such thing as bad people. We're all just people who sometimes do bad things.
Wysłany: 2019-04-24, 15:48

#3 ciuch

Nie skłamię, jeśli napiszę, że Flynn nienawidził takich przyjęć. Nie chodziło o sam fakt ceremonii zaślubin, bo przecież jeśli ktoś chciał niszczyć sobie dobrowolnie życie (hehe), to miał ku temu cholerne prawo, jednak on niespecjalnie dobrze czuł się wśród Nowojorskiej śmietanki, w której z kolei świetnie odnajdywał się jego ojciec. Jedyny powód dla którego tutaj dziś był. Nie wiedział nawet czyj to ślub, nie znał głównych gwiazd wieczoru, ale gdy wczoraj zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu zamrugał numer ojca - wiedział, że nie odmówi, bo poczciwy staruszek na to nie pozwoli. Wystrojony w najbardziej niewygodnie ciuchy świata i z muszką uwiązana u szyi stał z kwaśną miną, obserwując towarzystwo. Gdy należało - wymienił uprzejme gesty, uśmiechnął się, a kiedy nie należało - zerkał na zegarek, mając nadzieję, że szoł zaraz się rozpocznie, a później będzie mógł stąd uciec. Wszystko jednak przeciągało się w nieskończoność, po cholerę zjawili się tutaj tak wcześnie? Wychodząc z pomieszczenia na zewnątrz, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego, zaciągając się przesadnie mocno. To był jego nawyk - kiedy się denerwował, kiedy coś mu nie odpowiadało, gdy nie czuł się gdzieś sobą, kopcił jak lokomotywa i zbyt długo przetrzymywał w płucach nikotynowy dym, aż zaczynały go boleśnie piec i dusić. Kilkanaście minut później z powrotem wszedł do sali, rozejrzał się dookoła i z tacy przechodzącego obok kelnera zwinął kieliszek czerwonego wina. LITOŚCI! Nawet alkoholu solidnego nie serwowali. Upiwszy kilka łyków, wyszedł zza winkla (na pewno jakiś tu był!) i... wpadła na niego jakaś panna. Nie on na nią, ona na niego. Flynn w porę się zatrzymał, bo widział burzę rozpędzonych włosów tuż przed nim. Zatrzymał się i czekał, aż go ominie, a tymczasem ona zderzyła się z jego klatką piersiową, teraz trochę obolałą, bo jego struktura mięśni była wątła, hehe. - Co do kurwy nędzy? - elokwencją pełną gębą. Panna na podłodze, stos kartek wokół niej, pewnie guz na środku czoła, a wielka czerwona plama z wina na jego koszuli niebezpiecznie powiększała swój rozmiar, wsiąkając w materiał. Przyciągali teraz wzrok zgromadzonych gości, nie da się tego ukryć. - Nic ci się nie stało? - pochylił się, śmierdząc niemiłosiernie wińskiem i nie czekając na jej pozwolenie, chwycił ją w pasie i podniósł z podłogi. - To naprawdę najgorszy ze sposobów na przyciągnięcie mojej uwagi - zaczął całkiem serio, finalnie kwitując wszystko absurdalnie uroczym i chłopięcym uśmiechem. Spojrzał na nią, spojrzał na siebie i westchnął. - Chyba nie nadaje się teraz na gościa do pierwszego rzędu - jakże błyskotliwie zauważył, ściągając muszkę i rozpinając dwa guziki pod szyją.
 
 
lucy flynn


queens


25

zorganizuję ci ślub

ale w uczucia już nie umiem

Lucy
Flynn










mam - cm wzrostu

status gry: -
-
Wysłany: 2019-04-25, 21:24

1. outfit
W przeciwieństwie do Flynna, Flynn 2.0 uwielbiała tego typu przyjęcia. Od najmłodszych lat odgrywała z rodzeństwem i pluszowymi misiami niezliczone ceremonie zaślubin, oglądała wszystkie romantyczne komedie, które w większości przypadków kończyły się na ślubnym kobiercu i nie było chyba większej romantycznej duszy w całym Nowym Jorku. W końcu jeśli byłoby inaczej, nigdy nie porwałaby się z motyką na słońce i nie stawała organizatorką takowych imprez, prawda? Tak też było i dzisiaj. Dryfowała pomiędzy gośćmi, doglądając przyjęcia i wydając dyskretne dyspozycje do ekipy obsługującej przyjęcie. Nawet nie przeszkadzało jej to, że uczestniczyła już w chyba setnym weselu, które nie było jej. Osobiście nie śpieszyła się do tego, aby z kimkolwiek zawiązywać związek małżeński. Odrobinę paradoksalne? Taka właśnie była Lucy, pełna sprzeczności. Z jednej strony marzył jej się piękny ślub, rodem ze wszystkich filmów, które robiły jej papkę z mózgu, a z drugiej jednak znała swoją wartość i wolała najpierw coś w życiu osiągnąć zanim stanie się kolejną Panią McDreamy. Odrobinę za głęboko zadumała się nad swoim losem, czego solidnie pożałowała, kiedy z impetem zderzyła się z jakimś niezidentyfikowanym obiektem, który chwilę później (kiedy już odzyskała świadomość po odbiciu się od niego ze sporą siłą) okazał się być jednym z gości. Zaklęła siarczyście pod nosem, co z pewnością nie wypadało damie, szczególnie tak strojnie ubranej, jednak miała to kolokwialnie mówiąc gdzieś. W końcu właśnie wylądowała na tyłku, który boleśnie stłukła i zalała winem jednego z gości. Miała nadzieję, że był to tylko jakiś przypadkowy, dalszy znajomy, który nie narobi jej potem koło tyłka przed parą młodą - Poza tym, że przez najbliższy czas nie będę mogła siedzieć, to nic mi nie jest - odpowiedziała odrobinę naburmuszona, dyskretnie masując tyłek, kiedy już Flynn postawił ją do pionu. Łypnęła na niego z ukosa, ponieważ z perspektywy Lucy to on na nią wpadł, bez dwóch zdań - Hm, wiesz, nie mogłam na szybko wpaść na nic innego - przewróciła oczami na ten niewyszukany i trochę szowinistyczny tekst, jednak po chwili uśmiechnęła się nieznacznie, nie mogąc powstrzymać. W końcu chłopak był niczego sobie i tak naprawdę nic jej przecież nie zrobił. Większa szkoda dosięgła jego i jego koszuli. Widząc to, przygryzła wargę i skrzyżowała ręce na piersi - Obawiam się, że zostałeś automatycznie pozbawiony tej funkcji - pokiwała głową, obserwując jak rozpracowuje muszkę i odpina guziki koszuli - Powinieneś to szybko zaprać. No chyba, że nie przepadasz za tą koszulą, ponieważ za chwilę będzie do niczego - niewiele myśląc pociągnęła go za rękę do najbliższej toalety - Ściągaj to - zarządziła, czekając aż nieznajomy spełni jej nietypową i dość ostentacyjną prośbę.
 
 
Flynn O'Dea


brooklyn


24

studiuje prawo

a tam nie ma miejsca na uczucia

Flynn
O'Dea










mam 183 cm wzrostu

status gry: gram
There is no such thing as bad people. We're all just people who sometimes do bad things.
Wysłany: 2019-04-25, 22:04

Byłby ślepy, gdyby nie zauważył, że oko było ewidentnie na czym zawiesić. Nie można go za to winić, prawda? Koniec końców był tylko facetem, typowym wzrokowcem nieodbiegającym w tej kwestii od żadnych stereotypów. Przyglądał się więc nie tak bezczelnie jak miał to w zwyczaju na co dzień, ale jednak... przyglądał. Do tego jego usta zdobił niewielki uśmiech, gdy usłyszał kilka słów wypadających z ust nieznajomej dziewczyny ewidentnie zaaferowanej tym co właśnie się wydarzyło. Może ten ślub nie będzie tak kiepski jak wydawało mu się od momentu, gdy tylko tu przyszedł? - Nie rób tego - wcale nie była taka dyskretna, bo Flynn zauważył dłoń zmierzającą do pośladków. Dwa - zauważył ją nie tylko on. - Ściągasz na siebie widownie, a chyba tego nie chcesz? - tak, przyglądał jej się od tyłu podstarzały typ w wieku jego ojca, którego kieszenie napchane były pieniędzmi po same brzegi i który, najpewniej, przywykł do tego, że wiele dziewcząt w wieku Lucy łasiło się na nie przesadnie. Niemniej! Nie do tego zmierzał... bo co prawda jeszcze nie wiedział kim jest i co tutaj robi, ale była wyraźnie bardziej przejęta całym zajściem od niego. - I prawdopodobnie dobrze, że zniszczyłaś moją koszulę. Pan Młody albo jego teść mogliby nie przyjąć tego z tak stoickim spokojem. Wyobraź sobie jaki wybuchłby dramat, gdyby ten kieliszek wina przypadkowo chlusnął na suknię Panny Młodej? - dumał głośno, trochę się z całej sytuacji naśmiewając, bo naprawdę... nie stało się nic istotnego, nic nad czym można było rozpaczać. Jedna koszula, którą wyrzuci do śmieci i na której mu nie zależało. Prawdopodobnie uratowała też jego tyłek, bo przecież z gołą klatą wśród dostojnych gości paradował nie będzie. Może wcale niedyskretnie stąd pójść, odpuszczając sobie ten cyrk. - Wygląda na to, że to moje zbawienie - mruknął odnośnie pozbawiania go rangi gościa i gdyby nie fakt, że zareagowała prędzej od niego ciągnąć go za rękę, ukłoniłby się w pas i wyszedł. Nieco zszokowany poszedł szedł za Flynnem 2.0 bacznie obserwując co ma zamiar zrobić. - Chyba nie zamierzasz mnie tu zamknąć i udawać, że... - nie zdążył dokończyć, bo drzwi faktycznie trzasnęły, ale urocza nieznajoma znalazła się w dość niewielkim pomieszczeniu razem z nim. Przekrzywił głowę, a szeroki uśmiech ozdobił jego twarz. - Tak to sobie wymyśliłaś - żartował, jasna sprawa. - Nie będę odbierał ci tej przyjemności - ściągnął marynarkę i rzucił ją niedbale na umywalkę. Zrobił krok w stronę Lucy i oceniał sytuację. Mógł ją pocałować, bo sytuacja temu sprzyjała i wygrać w totka albo pocałować i dostać w mordę, a w najgorszym przypadku w jaja. Toczył maleńką wojnę i rozum wziął górę. Odpiął kilka ostatnich guzików i już po chwili stał przed nią półnagi. - Więc... jak masz na imię? Albo nie, nie mów. To popsuje cały ten klimat - przygryzał kącik dolnej wargi, obserwując co robi.
 
 
lucy flynn


queens


25

zorganizuję ci ślub

ale w uczucia już nie umiem

Lucy
Flynn










mam - cm wzrostu

status gry: -
-
Wysłany: 2019-04-29, 09:50

Uniosła brew, kiedy oznajmił jej, żeby czegoś nie robiła. W pierwszej chwili kompletnie nie skojarzyła o co mogłoby chodzić. Po chwili jednak jej dłoń powoli odsunęła się od obolałych pośladków, a na twarzy Lucy pojawiły się dwa soczyste rumieńce. Na szczęście jednak powstrzymała odruch odwrócenia się za siebie, na kogokolwiek kogo jej drobna i pseudo-dyskretna czynność zainteresowała bardziej niż powinna. Jak to było możliwe? Przecież zachowała się wyjątkowo dyskretnie, a przynajmniej do tej pory tak jej się wydawało, no cóż. Najwyraźniej nie nadawałaby się na ninję lub inną agentkę specjalną. Dobrze więc, że nigdy nie rozważała takiej profesji. Organizowanie ślubów zdecydowanie bardziej leżało w obszarze jej zdolności i zainteresowań. W końcu nie była to tylko jej opinia. Była dobra i słyszała to od klientów na każdym kroku. Tak samo jak to, że powinna rozkręcić własny biznes. Może faktycznie powinna mocniej do tego przysiąść. Póki co jednak nie była na to odpowiednia pora, kiedy tak sterczała przed nieznajomym, oblanym winem (dlaczego akurat czerwonym?!) i gorączkowo zastanawiała się jak ten mankament naprawić.
-Nawet mi o tym nie mów... - mruknęła pod nosem, przeczesując palcami jasne włosy - Pewnie mogłabym się wtedy pożegnać z resztą wypłaty - dodała ciszej, bardziej do samej siebie, niż do niego. W końcu co go to obchodziło. Odetchnęła jednak pod nosem, ciesząc się, że przynajmniej nie był nikim istotnym. To znaczy, dla kogoś pewnie był, ale nie dla tej konkretnej imprezy. Uśmiechnęła się szelmowsko, widząc jego zmieszanie zaistniałą sytuacją, ale nie dała się zbić z tropu i kontynuowała akcję ratunkową poszkodowanej koszuli - Och, cicho bądź. Wy faceci... zawsze tylko o jednym - niewiele myśląc, pacnęła go otwartą dłonią w tors, który jeszcze przez chwilę krył się za materiałem, nasączonym czerwonym winem. Przygryzła wargę, widząc jak jej się przygląda, nie do końca wiedząc co kombinował. Wstrzymała oddech i sama również pomyślała o tym, że gdyby byli bohaterami komedii romantycznej, na pewno byłby to moment, w którym ich usta zetknęłyby się w pocałunku prawdziwej miłości, a oni obudziliby się z emocjonalnego marazmu, uświadamiając sobie jak bardzo do siebie pasują. Niestety nie był to film, a zwykła wpadka i finalnie Flynn 2.0 jedynie potrząsnęła ramionami i wróciła na ziemię. Wyciągnęła rękę po koszulę i wrzuciła ją do jednego ze zlewów, zalewając wodą. Niestety nie miała przy sobie w torebce butli Perwolla, którą mogłaby uratować sytuację, ale zanim weszli do łazienki, zgarnęła z tacy jednego z kelnerów kieliszek białego wina. Gdzieś czytała, że pomagało to we wstępnym pozbyciu się plamy. Chlusnęła teraz zawartością kieliszka do zlewu, uśmiechając się szeroko - Obawiam się, że i tak będziesz musiał to uprać, ale to powinno pomóc... na początek - zachichotała, krzyżując ręce na piersi. Wprawdzie uciekała spojrzeniem od nagiego torsu Flynna, ale jej wzrok uparcie wracał z powrotem w zakazane miejsce - Jaki klimat? -zapytała zaczepnie, marszcząc brwi.
 
 
Flynn O'Dea


brooklyn


24

studiuje prawo

a tam nie ma miejsca na uczucia

Flynn
O'Dea










mam 183 cm wzrostu

status gry: gram
There is no such thing as bad people. We're all just people who sometimes do bad things.
Wysłany: 2019-05-01, 19:26

- Prawdopodobnie nawet z pracą - bo co tam jedna wypłata w obliczu tego, że zniszczyłaś ślub, który planowano od dwóch lat, a jego strony należały do śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku. To ten typ ludzi, który nie odpuszcza, a satysfakcje daje mu tylko kompletny i pewnie jeszcze gorszy odwet. Chociaż Emma wiele razy zarzucała Flynnowi, że był ulepiony z tej samej gliny co wszyscy będący tu dziś goście, jednak czymś się różnił - nie brudził sobie rąk takimi rzeczami jak zemsta, były dla niego męczące. Chociaż może gdyby był panną młodą, która ma na sobie suknię wartę milion zielonych dolców, to myślałaby inaczej. Kobiety bywają szalone! Niemniej to zupełnie nieistotne, bo nie dość, że był facetem, a przynajmniej przed przyjściem tutaj wciąż nim był, to nie był panem młodym i co równie ważne, a co błyskotliwie Lucy zauważyła - był gościem dość nieznaczącym dla całej imprezy. Gdyby teraz stąd wyszedł nikt nie zwróciłby na to uwagi. - Obawiam się, że prawdopodobnie będę musiał stąd po prostu zniknąć - to znaczy nie, nie obawiał się tego, powinien być uradowany. - Gdybym teraz wyszedł bez koszuli i narzuciłbym na nagą klatkę marynarkę, to wywołałbym poruszenie - no tak, z nic nieznaczącego gościa nagle stałby się tym, który przyciąga zaciekawiony i, najpewniej, zniesmaczony wzrok wszystkich ciotek i matek w gustownych kapeluszach. - Chcesz mi towarzyszyć? - rzucił od niechcenia w ramach żartu, bo przecież wiedział, że była tu w pracy, choć do końca nie ogarniał czym się zajmuje, a ta praca najwyraźniej sprawiała jej przyjemność. Zwłaszcza teraz, gdy zerkała na niego niby od niechcenia, ale wzrokiem prześlizgiwała się po Flynnowej klatce piersiowej zaraz te ciekawskie oczęta odwracając. - Nutki tajemniczości - mruknął, zbliżając się do niej. Zmierzył ją od góry do dołu i powrócił spojrzeniem do jej oczu. - Nazwę cię... Bluebell - zastanowił się, bo choć imię kompletnie do niej nie pasowało, to zapach Lucy przywoływał mu wspomnienie kwiatów, które niegdyś jego matka rozstawiała w całym domu. - Tak - niewiele myśląc pokonał dzielące ich ostatnie centymetry, złapał Flynna 2.0 w pasie i przyciągnął do siebie, miażdżąc jej usta swoimi. W najgorszym przypadku jednak obije mu mordę.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

POGODA