Władze Nowego Jorku zmusiły nas do zamawiania ciasteczek do każdej kawy. Czym są pliki cookies i do czego je wykorzystujemy, znajdziesz tutaj!
AKCEPTUJĘ


Poprzedni temat «» Następny temat
Colonial Rifle&Pistol Club
Autor Wiadomość
Penny Harroughs


bronx


20

melanże, wieczorowy college, prace dorywcze, busking

No... jest ktoś.

Penny
Harroughs










mam 168 cm wzrostu

status gry: Can take everything
no fucking motto.
Wysłany: 2019-09-07, 02:37

Policja – o dziwo – na razie nie robiła wtargnięcia do sali i Squint mogła zająć się poszukiwaniem "towaru". Należało się jednak cholernie śpieszyć – to oczywiste. Zerknęła jeszcze ostatni raz, poszukując wzrokiem Chico i – jeśli zdążyła go zobaczyć – namierzając kierunek, w którym się udał, poczym kucnęła i zgodnie z przewidywaniami jej oczom ukazał się arsenał szklanek, butelek i naczyń na półkach pod ladą. Zaczęła zgarniać to wszystko odcinkai na podłogę: naczynia, sprzęty, papierosy, szklanki i kieliszki, wreszcie butelki, napoczęte i pełne, lądowały w huku i rozplaskujących się falach rozmaitego alkoholu u jej stóp.
Dojechała do połowy tego procederu (być może znajdując nawet to, czego szukała), ale nagle zatrzymała się w pół ruchu...
Chico.
"Kasę trzymają w biurze szefa"... – okej, mógłby to wiedzieć, ale w sumie skąd? Jego totalny brak lojalności w sytuacji zagrożenia i perfidia w komunikowaniu go nagle wyglądała, jakby był częścią wrogiego planu. A może to tylko rozklekotany adrenaliną i piekielną sytuacją umysł konfabulował jakieś bzdury?
Policja wciąż nie wpadała, ale słychać było, że już ogarniają budynek, i prędzej czy później tu wpadną.
I – tutaj Chico-skurwysyn miał rację – najpewniej koniec końców zapuszkują ją, i to kto wie, czy nie z towarem w ręce – a tego absolutnie nie chciała.
– Kurwa mać... – szepnęła sobie, bo kolejna oczywistość przyszła po ułamku sekundy: chyba jednak bardziej chciała zdążyć im uciec, niż ryzykować wolność dla Rona...
Jak to się dzieje? Czy w sytuacji takiego skrajnego napięcia rozmaite wartości po prostu szaleją na skali priorytetów?!

Czy znalazła towar, czy nie – poderwała się z przykucu i ruszyła pędem w stronę, gdzie ostatni raz widziała Chico. Ona działała na niewiadomych, on zaś w jakiś sposób wiedział, dokąd iść po kasę, kto wie, czy tam nie odkryje więcej ważnych prawd, niż tutaj miejsc z "towarem"...
 
 
Clarence Faraday


brooklyn


30

gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić...

do jednej się nie ograniczę...

Clarence
Faraday










mam 185 cm wzrostu

status gry: chętnie zagram z każdym ;)
Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija Cię cała zabawa...
Wysłany: 2019-09-07, 18:13

Chico zniknął, kiedy tylko Penny wskoczyła za bar, więc nie mogła go już dojrzeć w tym momencie. Nerwowo przeszukiwała okolice, nic jednak nie udało jej się znaleźć, poza najbardziej oczywistymi dla baru rzeczami: kieliszki, szklanki, butelki, talerze i inne takie pierdoły... Natrafiła jednak na wyraźnie obsunięte i niezłączone ze sobą panele w podłodze, co bardzo wyraźnie sugerowało kryjówkę. W niej zaś - torby z białym proszkiem. Całe kilogramy. Nie dało się tego wynieść niepostrzeżenie, nie w otoczeniu tylu policjantów. A jeśli już o policji mowa, to kiedy większość ludzi wreszcie opuściła klub, do jej uszu zaczęły docierać wypowiadane przez megafon słowa:
- Jesteście otoczeni! Opuśćcie budynek bez broni z podniesionymi rękami! W przeciwnym wypadku przystąpimy do okupacji lokalu! Macie dziesięć minut! - te słowa powtórzone zostały kilka razy przy akompaniamencie syren i włączonych silników. Co oni tu jeszcze mieli? Czołgi? Odpowiedź na to pytanie spłynęła Pen do głowy bardzo szybko, kiedy tylko lepiej usłyszała ten dźwięk. To nie były czołgi, to nawet nie był dźwięk silnika. Nie, to był warkot wydawany ewidentnie przez helikopter! Tylko czyj? Policyjny? A może tych ruskich mafiosów? Sądząc po odgłosach, raczej to drugie, bo za moment usłyszała strzały. Jeśli ich boss ucieka, a z nim zapewne Clarence (o ile jeszcze żywy...), to za moment tu wejdą. Raczej nie było sensu wydobywać stąd towaru, nie w tym momencie... Squint zatem ruszyła pędem w korytarz, w którym zniknął Chico. Zrobiła to dosłownie w ostatniej chwili, bo za moment policjanci wyważyli drzwi i cały kordon NSA znalazł się w klubie. Gdzie do jasnej cholery jest Chico? I kiedy biegła, nabój świsnął jej dosłownie koło ucha. Nie usłyszała wystrzału, więc najwidoczniej ten ktoś kto strzelał używał tłumika.
- Suka bljat! - usłyszała chwilę później.
 
 
Penny Harroughs


bronx


20

melanże, wieczorowy college, prace dorywcze, busking

No... jest ktoś.

Penny
Harroughs










mam 168 cm wzrostu

status gry: Can take everything
no fucking motto.
Wysłany: 2019-09-07, 19:05

Przez te chaotycznie, pośpieszne i agresywne przeszukiwania tylko siępokaleczyła o rozbite szkła – w prawą dłoń i bok kolana – a kiedy wreszcie odkryła lokalizację i zdębiała na widok ukrytej tu ilości narkotyków – poderwał ją ryk megafonu.
Przesrane...
Wahała siędosłownie dwie sekundy, złapała palcami brzeg kontuaru i podniosła się, po czym, oblizując pośpiesznie krwawiące rozcięcie na brzegu dłoni, runęła biegiem w korytarz, pewnie ten, którym wyszedł Chico.
Dyszała jak parowóz. Czuła, że jest totalnie na krawędzi. Tuż za plecami odgłos przedarcia siępolicji był najlepszym bonusem do prędkości, ale w otumanioną napięciem i adrenaliną głowę począł wkradać się chaos. Nie była nawykła do takich akcji. Raz tylko... ale to było dawno i nie w takim stopniu decydujące o jej życiu i śmierci bądź wolności i niewoli.
Wyleciała na korytarz pędem, nie zdążyła zahamować do końca, odbiła się ramieniem od przeciwległej ściany, dopiero po kilku krokach odzyskała pełnąwładzę nad cialem, którego nic teraz – nawet ona sama – nie zdołałoby powstrzymaćod biegu. Słyszała charakterystyczny pulsujący odgłoś śmiegła mielącego niemal w miejscu powietrze. Obława policyjna wydawała się zakrojona na jakąś gigantyczną skalę i Squint zaczynała podejrzewać, że Clarence się po prostu przeliczył, że czegoś nie wziął pod uwagę, a teraz ona, kompletnie tutaj sama, musi liczyćna cud...
Byle do końca korytarza –modliła się, i wtedy świsnęłe jej koło ucha.
Schyliła się w biegu, zgubiła krok, niemal potknęła, oparła się śliską od krwi dłonią o ścianę, wyrpostowała znów do biegu, zrobiła niestaranny unik. Strzelał ruski, nie policjant, ale nie wiadomo czy lepsze to, czy gorsze. W jej dyszeniu zaczynała się pojawiać nuta rzężącego jęku – strach i nerwy ponad wytrzymałość...
Jeszcze trochę, jeszcze parę kroków do załomu korytarza, może za zakrętem będzie jakieśrozwiązanie, ratunek...
Prawie nie hamowała, więc znów wpadła ramieniem boleśnie na ścianęzewnętrzną zakrętu korytarza, odbiła się z sykiem bólu, ruszyła dalej. Idiotycznie brzęczały jej naszyjniki, które w odruchu stylistycznym włożyła na siebie dziśrano. Wysokie a luźne buty teżnie pomagały, lśniące od potu kosmyki telepały się na boki, kiedy nurkowała przed siebie – bo zobaczyła zmianę oświetlenia. Za kolejnym zakrętem musiało być okno, drzwi, może wyjście na jakiś balkon, albo dach (to raczej wątplwie), a może przejście do przeszklonej jakiejś klatki schodowej... Obejrzała się szybko przez ramię, czy ktoś jej zaraz nie strzeli w plecy, otarła się o ścianę, odwrócila z powrotem do przodu. Pędziła, dysząc, skrzywiona z wysiłku i rozdygotania zmysłów. Gdzie Ron? Czy ten helikopter to poilcja, czy to ruscy się ratują? Jeśli to drugie, to może mają Rona? Chciała go zobaczyć...
Nie! Nie... przecież zastrzelą ją...
Jak się do niego dostać? Nic nie wiedziała. NIC. Czuła nie tylko upływ sił, ale i upływ szans: sprawy zaczynały wyglądać naprawdę koszmarnie...
 
 
Clarence Faraday


brooklyn


30

gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić...

do jednej się nie ograniczę...

Clarence
Faraday










mam 185 cm wzrostu

status gry: chętnie zagram z każdym ;)
Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija Cię cała zabawa...
Wysłany: 2019-09-07, 19:54

Korytarz zakręcał we wszystkie strony, z powrotem znalazła się tam, gdzie była na początku, a może to tylko złudzenie? Najpewniej tyły tego budynku wyglądały tak samo od wszystkich stron, wszędzie takie same metalowe schody.
- Cтой, ты сука блять! - słyszała głos gdzieś na górze, a za moment z tamtej strony dobiegła ją kolejna seria z pistoletu maszynowego. - Oни здесь! Поймать их!
Najwidoczniej czekali tu na nich. Z pojawienia się policji albo nie zdawali sobie sprawy, albo nic sobie z tego nie robili. Pojawiło się ich więcej. Co najmniej czterech, z różnych stron. Trudno było im uciec. Walczyć też niełatwo. Nie w pojedynkę. Wszyscy już wiedzieli, gdzie chowa się Penny. Od drugiej strony zaś słyszała biegnących ku niej funkcjonariuszy NSA, którzy w ten sposób odcięli jej drogę z powrotem do klubu. Była w pułapce... Kolejna seria. Jedna, druga... Przemykały gdzieś koło niej, odbijając się od ścian, podłogi, sufitu, wszystkich towarów tutaj. Tym razem jednak Penny nie miała już tyle szczęścia. Jeden z naboi trafił rykoszetem w jej ramię, roztrzaskując obojczyk.
Policjanci przybiegli. I dopiero wtedy rozpętała się strzelanina... Wyglądało to jak scena z filmu wojennego. Na nią nikt zdawał się nie zwracać uwagi. Funkcjonariusze parli do przodu, a gangsterzy ostrzeliwali ich z góry. Chwilę później padł jeden z mafiosów, raniony w klatkę piersiową. Drugi zaś zabił policjanta strzałem w głowę. Penny, leżąc pod ścianą, ledwo dosłyszała kroki mężczyzny, który biegł w jej stronę. Był to czarnoskóry mężczyzna w mundurze policyjnym. Podbiegł do niej i przyłożył opatrunek do jej rany.
- Zajmiemy się tym... - wyszeptał grubym głosem. - Dasz radę iść, czy mam cię zanieść? Don Clarinete mówił że tu będziesz, powiedział żebym cię ochraniał.
 
 
Penny Harroughs


bronx


20

melanże, wieczorowy college, prace dorywcze, busking

No... jest ktoś.

Penny
Harroughs










mam 168 cm wzrostu

status gry: Can take everything
no fucking motto.
Wysłany: 2019-09-07, 20:20

To jakiś koszmar...
Rzucała rozbieganymi spojrzeniami, połowę widoku zasłaniając sobie latającymi za ruchami głowy włosami, kiedy je odgarniała, rozmazywała sobie po czole i policzkach krew z rozciętej dłoni, ale biegła, biegła...
zwalniała...
oparła się o ścianę... Noż kurwa mać! Przecież to jest jakiś matrix!...
Wraz z dyszeniem wydarł się jej z gardła pierwszy – i na razie jedyny – żałośliwy jęk, jakby miała się rozpłakać. Nawet na to oczywiście nie było czasu.
Ktoś zawołał po rusku z góry... Brzmienie słowa się powtórzyło, ale oczywiście nie rozumiała nic.
Dopadła jeszcze z rozpędu do poręczy metalowych schodów, to ją przesunęło za załom, za którym zobaczyła ich...
Czterech.
Cofnęła się chwiejnym krokiem, podnosząc straceńczo pistolet...
Nie. Bez sensu.
Przeszła rakiem trzy kroki, coraz szybsze, obróciła się i odbiła do biegu – i zrozuimała, że z naprzeciwka, gdzie chciała właśnie zwiać ruskim, zbliżając się policjanci.
Rewelacja.
Zamarła, a kiedy padł pierwszy strzał – skuliła się i na czworakach rzuciła się w stronę wejścia na schody, prostując dopiero tam. Rozpętało się piekło – ale dobre w tym było to, że do niej bezpośrednio w sumie nikt nie strzelał.
Chciała biec na schody, kiedy wśród łoskotu i huku strzelaniny nagle oberwała. Jej krzyku nikt nie słyszał – padła na ścianę, osunęła się do przykucu, dopiero po sekundzie mózg poinformował, gdzie jest źródło bólu...
Dotknęła lewą dłonią (w prawej, choć śliskiej od krwi, kurczowo trzymała pistolet) i namacała trafienie: pod prawym obojczykiem, a może i w prawy obojczyk – nie byla tam w stanie dotknąć, za bardzo bolało.
Przeczołgała się jeszcze kawałek, pod ścianę, starając się jakoś ukryć, a najlepiej w tę ścianę wniknąć. Przywarła krzywo, jak się dało, lewą łopatką, z jednąnogą podciągniętą wysoko, drugą wspartą na stopie. Spojrzała na pistolet, spod którego ciekła sobie spokojnie strużka krwi ze skaleczenia, na porozrywane rajstopy i skaleczenie na boku lewego kolana, spojrzała na swoją prawą pierś, czuła na niej pod bluzką ciepło krwi z rany spowodowanej rykoszetowym postrzałem...
– Kurwa przejebane... – szepnęła bezwiednie. [/b]– Przejebane... przejebane... przejebane... – W środku regularnej bitwy, ledwo tylko schowana przed gradem kul, nie wiedziała co robić.
Nie – wiedziała: należy się podnieść i na schody; choćby miała sięz nich strurlać – byle dalej stąd...
Już miała siępodnosić,, gdy w ostatniej chwili usłyszała zbliżające się kroki.
Idą ją dobić!...
Okręciła się, wsparta na lewym łokciu, prostując prawe, by oddać pewniejszy strzał...
Wyceluj... wycelowała.
Naciśnij spust...
Za późno. Policjant zdążył do niej dotrzeć i bynajmniej jej nie zabijał. Co on w ogóle mówi??
Słuchała jego słów w zasadzie najpierw nie wierząc, że to prawda. Nie tylko gotów był ją tutaj opatrywać, ale chyba naprawdę mówił o Clarenc'ie...
[b]– Dam radę, dam radę...
– powtarzała coraz głośniej, bo wstąpiły w nią nowe siły. Wsparta na jego ręce podniosła się – najpierw do przykucu, potem, jadąc plecami po ścianie – do pionu. – Don... Clarinete? Przysłał cię tutaj... Kurwa, mów, czy on żyje i gdzie jest! Ja muszę... – już chciała mu się wyrywać, instynkt zdążył ją tylko pchnąćdo Rona, nie zdążył wytłumaczyć, że byćmoże bezpieczniej będzie się do niego dostać z tym Murzynem... Zreflektował się po chwili. Spojrzała na policjanta przytomniej... Jeśłi on jej teraz pomaga, to raczej nie wypełnia sztabowego rozkazu... Czyli – jest to Clarence'owa wtyczka w policji... Człowiek Rona! – Japierdole... – wyrwało się jej, pewnie nie wiedział, dlaczego, wszak nie znał jej myśli – Ochraniaj mnie, okej, tylko powiedz gdzie on jest. Musisz mnie do niego zaprowadzić. Schodami, kurwa... – już się tam rwała, teraz całkiem świadomie: nie powinni ich tutaj razem zobaczyć – Schodami, żey nas nie widzieli. Gdzie on jest? Clarinete i... i reszta?!
  
 
 
Clarence Faraday


brooklyn


30

gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić...

do jednej się nie ograniczę...

Clarence
Faraday










mam 185 cm wzrostu

status gry: chętnie zagram z każdym ;)
Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija Cię cała zabawa...
Wysłany: 2019-09-07, 20:35

- Potrzeba tam więcej ludzi, są dość dobrze ustawieni! - krzyknął, kiedy udało im się dostać z powrotem do zajętego przez policję klubu. Poprowadził ją na bok, z powrotem do baru, gdzie posadził ją i dokładniej opatrzył.
- Chyba trzeba będzie z tym jechać do szpitala... - wymamrotał, ale że Penny nie dawała mu spokoju z pytaniami o Clarence'a, przyłożył jej palec do ust dając znać, by się uciszyła. - Jestem Richie, dostałem wiadomość że są kłopoty w akcji. To Patrón wezwał policję, przeze mnie. A gdzie on jest? Nie mam bladego pojęcia, na razie trzeba czekać aż gliny wytłuką trochę ruskich, a jeśli ci zabiorą trochę psiarni na tamten świat, też będzie dobrze...
Ramię zabolało ją tak mocno, że przestała w ogóle kontaktować. Na moment chyba nawet straciła przytomność, ale kiedy znów otworzyła oczy, było już znacznie lepiej. Ale gdzie ona właściwie była? Leżała na łóżku na kółkach w karetce okryta kocem, ramię miała usztywnione, wszędzie dookoła słychać było syreny, a błyski światła ją oślepiały.
- No to mamy kurwa wojnę - to był Luis. Siedział koło niej na wózku inwalidzkim, znajdując się najwidoczniej w o wiele gorszym stanie niż Penny. Głowę miał owiniętą bandażem, twarz poobijaną, rękę na temblaku, nogę wyciągniętą przed siebie, także nieudolnie opatrzoną. Prawie się nie ruszał. - Widziałem, że Richie się tu dostał. Szef wie co robić w takich sytuacjach... A gdzie Chico?
 
 
Penny Harroughs


bronx


20

melanże, wieczorowy college, prace dorywcze, busking

No... jest ktoś.

Penny
Harroughs










mam 168 cm wzrostu

status gry: Can take everything
no fucking motto.
Wysłany: 2019-09-07, 20:53

To, co mówił, zaczynało jej się rwać. Podobnie obserwacja otoczenia.
Przed chwilą leżała pod ścianą w środku stzelaniny, potem nakle przeskok na korytarz, słowa policjant, przeskok i nagle... sala klubowa?
Nie domyśliłaby się, że to chwilowe utraty świadomości. Dopiero też kiedy ułożył ją spokojniej w jednej pozycji, napięcie lekko zelżało i do mózgu doszedł sygnałbólu.
Wykrzywiła się straszliwie, odchylając głowę do tyłu. Słyszała tylko przez szum, jakby gdzieśw pobliżu był wodospad – że policjant przedstawia sięjako Richie, że trzeba wytłuc ruskich, że...

- Co...? – podniosła się gwałtownie na łokciu, jęknęła z bólu, opadła znów na plecy, wolną ręką zasłaniając oczy. Strasznie raziły ją światła i głos Luisa dotarł do niej ciut przed tym, jak zorientowała się, że jest chyba w karetce...
– Kuuuurwa, Luis... Chyba kurewsko oberwałeś... – jęknęła, rozglądając sięjeszcze lekko na boki oraz badając, co jej w sumie zrobiono. Przykryta kocem, z ręką na temblaku, owiniętąbandażami dla zachowania w bezruchu...
Tak, to karetka.
Są bezpieczni.
Chyba...
Spojrzała na Luisa. – Tak, Richie. Czy... – cyknęła językiem – Nieważne. Tak, wojna, kurwa. Myślałam, że mnie tam rozsiekają tymi nabojami... – zaśĶiała sięposępnie i zaraz skrzywiła –nawet lekkie wstrząsy naruszały coś w ukladzie kostnym w okolicach postrzału. – A gdzie teraz jest Richie, Luis? Widziałeś go tutaj? Ja chcę jechać do R... do Don Clarinete. Nikt go nie widział, bojęsię, kurwa, że...
Przerwała i pokręciła głową. Nie da sięukryć, że chyba najgorsze minęło, choć chciałaby też dowiedieć wprost, jaki jest kaliber jej urazu. Zacisnęła żuchwę wściekle.
Po akcji chciała się z Ronem kochać przez całą noc i cały dzień, miało być tak pięknie... A teraz? Ani jego, ani widoków na rychłą sprawnośćruchową...
 
 
Clarence Faraday


brooklyn


30

gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić...

do jednej się nie ograniczę...

Clarence
Faraday










mam 185 cm wzrostu

status gry: chętnie zagram z każdym ;)
Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija Cię cała zabawa...
Wysłany: 2019-09-07, 21:06

- Chyba jeszcze się tam ostrzeliwują z tymi ruskimi... - wymamrotał Luis. On też jakby odpływał, jakby nie do końca był wszystkiego świadomy. - Mówił że to szef go wezwał, dał mu znać jak tylko odczuł że zbliżają się kłopoty. I teraz pierwszą bitwę tej wojny wygrywamy rękami psiarni, hehe... - osunął głowę do tyłu, jęcząc przy tym cicho. Na szyi miał założony kołnierz ortopedyczny. - Ale nie ma się co łudzić, tak nie będzie wiecznie... No, ale kurwa gdzie jest Chico?
 
 
Penny Harroughs


bronx


20

melanże, wieczorowy college, prace dorywcze, busking

No... jest ktoś.

Penny
Harroughs










mam 168 cm wzrostu

status gry: Can take everything
no fucking motto.
Wysłany: 2019-09-07, 21:16

Słuchała go, starała sięuporządkować myśli. Czy dali jej jakieś środki przeciwbólowe, czy po prostu byla zbyt wykończona – ból był do zniesienia, tak sięwydawało...
Słowa teżdo niej docierały.
Spojrzała na Luisa nie bez troski.
– Chico... – zmarszczyła brwi. Tak, przypomniała sobie okoliczności ostatnich chwil dzielonych z Chico. – Pamiętam jak zastrzelił ruskiego, który do mnie mierzył... Jak kazał iść po towar do baru, a sam powiedział, że idzie po kasę chyba... – zerknęła na Luisa – Rozstaliśmy się w sali głownej. Chyba kuśtykał. Potem go nie widziałam. Myślisz, że... zginął?
Starała się, żeby był niepokój o Chico w jej głosie. Nie maiła dość podstaw, by go oskarżać o cokolwiek, choć jego podejście do wyzwania, kiedy skumulowały się problemy, bardzo jej sięnie podobało. Ale na razie to zostawiła. Ten temat pewnie przyjdzie potem. Teraz chciała jużpo prostu... zasnąć. I obudzić się bez kłopotu z obojczykiem, w pełni sprawna, gotowa do poszukiwań Rona...
 
 
Clarence Faraday


brooklyn


30

gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić...

do jednej się nie ograniczę...

Clarence
Faraday










mam 185 cm wzrostu

status gry: chętnie zagram z każdym ;)
Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija Cię cała zabawa...
Wysłany: 2019-09-08, 15:29

- Mam nadzieję, że nie... - Luis tylko cicho westchnął, zamykając oczy. Więcej powiedzieć albo nie chciał, albo nie mógł, bo pojawili się ratownicy. Do Penny nie do końca docierało to, co do nich mówili: że zabierają ich do szpitala, że wszystko będzie dobrze, że wydobrzeją, że będą mieli zapewnioną pomoc psychologiczną... Mogło to oznaczać dwie rzeczy: albo Richie to wszystko zorganizował, albo medycy znaleźli Luisa dość konkretnie rannego i wzięli go za przypadkową ofiarę strzelaniny, co by z kolei oznaczało, że znaleźli go bez broni... Potem dali zastrzyki. Najpierw Luisowi, potem Squint, która niemal natychmiast usnęła...

/zt
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

POGODA