Władze Nowego Jorku zmusiły nas do zamawiania ciasteczek do każdej kawy. Czym są pliki cookies i do czego je wykorzystujemy, znajdziesz tutaj!
AKCEPTUJĘ


Poprzedni temat «» Następny temat
Sala prób
Autor Wiadomość
New York


New York

Wysłany: 2018-10-24, 16:31

 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-22, 14:34

/dzień po wieczorze z Donem

#2
Wczorajszy wieczór nie zakończył się tak, jakby tego chciała Su. Ni stąd ni zowąd została odrzucona przez Dona, a przecież to nie ona to wszystko zaczęła. Myślała, że chciał. Myślała, że prędzej czy później i on to zaproponuje. Najwyraźniej zbyt wiele sobie wyobraziła, a po powrocie do domu biła się w pierś i kilka łez pociekło jej po policzkach. Alkohol, napięta atmosfera i seks niemalże wiszący w powietrzu. To wszystko miało miejsce wczoraj w barze i dzisiaj Marrero miała ochotę zapaść się pod ziemię. Obudziła się z przeszywającym bólem w skroniach i nawet czarna kawa w połączeniu z zimnym prysznicem jej nie pomogły. Mimo to obudziła się w miarę wcześnie i pojechała niedługo po tym do pracy. Dzisiejszy dzień miała zamiar przemilczeć, całkowicie. Odwołała nawet połowę spotkać, tylko po to, by wyrobić się z papierkową robotą i niektórymi spotkaniami wcześniej. Nie chciała znów spędzić całego dnia w wytwórni - czuła, że musi popołudnie poświęcić dla siebie, chociażby na zakupy, może kosmetyczkę, nieważne. Byle z dala od prezesa i innych współpracowników, bo nie chciała się z nikim dodatkowo dzisiaj użerać.
Po drodze do pracy zatrzymała się w kawiarni i kupiła sobie dużą latte z mlekiem migdałowym, a następnie całkiem sprawnie przedostała się przez korki, które władały Nowym Jorkiem całą dobę.
Ze względu na wczesną godzinę w firmie nie było wiele osób, a jeśli już byli to na jakimś zapleczu, gdzie wspólnie dzielili się nowościami ze świata muzyki i pili poranną kawę. Su z pewnością dołączyłaby do nich, ale nie dzisiaj. Chciała jak najszybciej uporać się z umowami, które czekały na jej biurku.
Wpatrzona w jeden punkt, krocząca zdecydowanym, twardym krokiem, niemal nie zauważyła, że na kanapie w sali prób ktoś leżał. Wprawdzie dotarł do niej zapach "wczorajszego"alkoholu i prawie potknęła się o pustą butelkę po whisky, ale chwilę jej zajęło, by rozpoznać w leżącej osobie Donalda. Stała nad nim niczym kat, wyrocznia, przyglądając mu się z góry i zaciskając mocno wargi. Niebawem wszyscy zaczną się schodzić. Nie mogła pozwolić na to, by ktoś zobaczył prezesa firmy w takim stanie, bez względu na to, co zaszło między nimi na płaszczyźnie prywatnej.
Odłożyła kubek z kawą i podniosła szklanką butelkę, rozglądając się, czy ktoś przypadkiem nie ma nieprzyjemności oglądać całego tego zajścia. Następnie energicznym ruchem potrząsnęła ramieniem mężczyzny i surowym tonem, który całkiem do niej nie pasował, oznajmiła:
- Lepiej dla Ciebie, żebyś wstał, Donald.
 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-22, 15:22

3.
Cholera... Co on sobie myślał! Problem tkwił chyba w tym, że właśnie nie myślał w ogóle. Trochę alkoholu, muzyki i wewnętrznych smutków, a on dał się ponieść. A teraz był więcej niż zmieszany. Z jednej strony żałował, że tak mu odbiło, a z drugiej.. czemu tego nie pociągnął do końca skoro już zaczął? Narobił sobie ochoty i teraz ciągle myślał o wijących się biodrach Susanne. Wróć, stop. Masz żonę kretynie podpowiadał mu wewnętrzny głos, który skutecznie udało mu się uciszyć zeszłej nocy. Po wsadzeniu Su w taksówkę i chłodnym pożegnaniu, udał się do studia. Na całe szczęście nikogo poza nocnym stróżem nie spotkał, a z tym już nie raz pił późne piwo w zamkniętej wytwórni. Zgarnął butelkę whisky z własnego biura - teoretycznie miało być ono zachowane na czarną godzinę, ale jeśli to nie jest czarna godzina to nie wiem co nią jest, po czym klepnął na kanapie i wykręcił numer do żony. Słuchając głuchego, systematycznego pikania moczył usta w bursztynowym trunku. Alkohol nie był zbyt mocno schłodzony, ale w aktualnej sytuacji każdy się nadawał. Nie odebrała. Postanowił więc naskrobać krótki esemes z informacją, że przekima nad pianinem i stertą papierkowej roboty. Dopisał również, że bardzo ją kocha, ale to już z trudem przeszło mu przez klawiaturę. Po tym wyciszył i odrzucił telefon gdzieś w kąt, aby oddać się w całości alkoholowej agonii.
Nie był w najlepszym stanie, zasadniczo, w żadnym stanie nie był. Po prostu tkwił na kanapie, egzystował. Ciężko było powiedzieć nawet, że spał, bo ledwie zmrużył oko z powodu stresu i natłoku myśli, które go bez końca nawiedzały. Pierwsze kroki usłyszał kiedy już świtało. Zanim mocniejsze promienie słońca zaczęły przedzierać się przez okna, ukrył twarz w poduszce. Nie miał siły wstawać, aby chociaż się wysikać, a co dopiero zasłonić rolety. Nie wiedział ile czasu minęło, ale nagły stukot obcasów przedarł się do jego pękającej głowy. Przypuszczalnie słyszał go bardziej niż faktycznie powinien, dlatego właśnie zmarszczył brwi i taki skrzywiony uchylił nieco poduszkę, natychmiast czując świeże powietrze przedzierające się przez tą niewielką szczelinę wprost do jego rozpalonej twarzy. I znów głos, który usłyszał był jakiś mało zrozumiały. Rozpoznał, że jest kobiecy i to całkiem znajomy, ale za bardzo skupił się na bólu egzystencjalnym, aby zajmować głowę takimi zagadkami. - Lepiej dla Ciebie, żebyś dała mi spokój - mruknął ledwo zrozumiane przez poduszkę, którą wciąż przyciskał do twarzy. Nie miał siły wykonać najmniejszego ruchu, więc wolał pozostać w takiej pozycji nawet, jeśli czuł, że połowa ciała już dawno mu zdrętwiała.
 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-22, 15:45

Jego odpowiedź jedynie podniosła Sussie ciśnienie. Kobieta zacisnęła wargi, a butelkę po whisky cisnęła na kanapę, gdzieś w okolicę jego nóg. Upiła łyk jeszcze ciepłej kawy i odłożyła ją na stolik z odchrząknięciem. Zerknęła jeszcze na zegarek, który miała na ręce i ta sytuacja zaczynała ją niepokoić. Pierwsze spotkanie z jakimś grajkiem, który starał się o nie od kilku miesięcy, miała za równą godzinę i nie miała zamiaru poświęcić ostatniego wolnego czasu na dobudzenie i doprowadzenie do porządku swojego szefa. Bacząc na to, co zaszło między nimi zeszłej nocy - a raczej, co mogło zajść, Su podciągnęła sztywne rękawy białej koszuli, zaparła się - co z pewnością wyglądało z boku komicznie - i z całej siły pociągnęła za ramię Dona, przez co odwróciła go w swoją stronę i sprawiła, że dolna część wiotkiego ciała znalazła się przy akompaniamencie huku na podłodze. Cóż, lądowanie nie należało do najdelikatniejszego, ale kobieta miała nadzieję, że to skutecznie mężczyznę rozbudzi.
Odgarnęła kosmyki włosów, które przylgnęły do jej twarzy w momencie brania konkretnego zamachu. Z wymalowaną surowością na twarzy patrzyła na Dona i liczyła na to, że dotarło do niego już z kim ma do czynienia.
- Lepiej, żebyś mnie nie wkurwiał - odpowiedziała na jego wcześniejsze słowa, a jedna z jej brwi powędrowała do góry. - Znowu.
Po tym przekroczyła go, sięgając po butelkę po whisky, wzięła swoją kawę i dopiła ją do końca. Odeszła na parę kroków, dając mu czas do tego, by ogarnął całą tą sytuację. W tym czasie Sus uzmysłowiła sobie, że musiał spędzić tutaj całą noc, chcąc w jakiś sposób odreagować to, co stało się poprzedniego wieczora. Nie wiedziała tylko czy spowodowane było to tym, że żałował, gdy odtrącił jej propozycję, czy może żałował całokształtu tego, jak potoczyło się ich ostatnie spotkanie. Miała nadzieję, że to drugie, bowiem obudziła się dzisiaj z przekonaniem, że ich kontakt zostanie ograniczony tylko do zawodowego.
 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-22, 16:10

Tego zdecydowanie się nie spodziewał albo spodziewał, ale najmniej. Do głowy by mu nie przyszło, że ktoś odważy się zrzucić jego gnijące od alkoholu zwłoki z kanapy. Przecież nawet nie spał! Odpowiedział grzecznie, ostrzegawczo, a ktoś tak okropnie go potraktował. No ej, nie ładnie. A jak bolało! Huknął betami o podłogę ino ros, nawet nie zdążając w jakikolwiek sposób zamortyzować upadku, ale jedno było pewne - rozbudził się natychmiast.
- Nigdy kurwa więcej tego nie rób - warknął rozeźlony, wbijając zachmurzone spojrzenie w twarz brunetki. Dopiero wtedy dotarło do niego, że ma do czynienia z Susanne. Aż kopara mu opadła, a resztki alkoholu jakby natychmiast wywietrzały z jego organizmu. - Su? - bąknął o wiele łagodniej, podnosząc się z podłogi i otrzepując ubrania. I tak były przesiąknięte smrodem z papierosów i alkoholem, a ich właściciel wprost marzył o zimnym prysznicu. Ten od razu postawiłby go na nogi, ale rzucanie nim po podłodze też było spoko.
Zmarszczył brwi znów górując nad nią wzrostem. Nawet jakoś tak się napuszył i napiął przez co sprawiał wrażenie jeszcze większego. - Znowu? - zdziwił się kompletnie nie mając pojęcia o czym kobieta mówi. Jakby na chwilę go zaćmiło i zapomniał co wydarzyło się zeszłej nocy, a raczej do czego panna Marrero tak skutecznie go kusiła. - Nie chcę być niegrzeczny, ale.. o czym Ty do mnie mówisz kobieto? - wybełkotał, przecierając policzek. Rozejrzał się i kątem oka zlokalizował telefon leżący gdzieś niedaleko jego nogi. Spróbował się schylić, ale kiedy żołądek podszedł mu do gardła od razu zrezygnował ze swojego planu. Jak leżał to niech leży dalej. Usiadł więc na tej nieszczęsnej kanapie i załamał ręce. Czuł się jak kawałek kupka nieszczęścia i nie do końca wiedział co dzieje się wokół niego. Wciąż kręciło mu się w głowie, żołądek go bolał, a zapach ubrań zaczął być irytujący - za bardzo drażnił jego wrażliwe zmysły.
 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-22, 16:43

Reakcja Dona mocno zdziwiła Su, która obecnie patrzyła na niego spod ciężkich powiek. Nie była tą samą Sussie, którą mógł mieć wczoraj, którą - przez jakąś chwilę - miał. Marrero z baru odeszła w zapomnienie, a urażona duma nie opuszczała jej ani na krok. Miała zamiar trzymać się swojego postanowienia tak długo, mając nadzieję, że Don nie spróbuje wykonać w jej stronę kolejnych kroków, które wyraźnie ją zmylą. Być może wczoraj źle odebrała jego gesty, może był to jedynie niewinny taniec, który ona odebrała w dwuznaczny sposób. Ale na litość, na pewno czuł to samo, co ona. Nie dało się nie zauważyć wiszących w powietrzu hormonów i wzajemnego pożądania. Nigdy nie myślała o prezesie firmy, w której pracuje, że będzie na niego patrzeć w taki sposób, ale stało się. A udawanie, że jest jej dobrze z tym, jak obecnie wyglądała ich sytuacja, mijało się z celem.
Nie mogła uwierzyć w to, że spytał ją o co jej chodzi. Zapewne w innym przypadku ze szczerą chęcią i uśmiechem na twarzy wyjaśniłaby mu, co się stało. Robiła już tak nie raz - on przychodził na kacu, ona witała go z kawą i przypominała o obowiązkach. Zdarzało się to rzadko, owszem, ale nie można było powiedzieć - Sony Music Entertainment miało szyję, a tą szyją była Su. Ktoś mógłby rzec, że tak młoda osoba jak ona nie poradzi sobie z tak ogromnym przedsiębiorstwem... ta-da, eksponat A Susanna Marrero.
Kobieta uchyliła usta by odpowiedzieć na pytanie Donalda, jednak powstrzymała się widząc ten obraz nędzy i rozpaczy. Dopiero teraz doszedł do niej zapach ubrań, na które z pewnością wylała się kapka, albo i więcej, alkoholu i które przesiąknięte były emocjami zeszłej nocy. Mimowolnie skrzywiła się, odwracając głowę w bok i wzdychając ciężko.
- Zapewne masz jakieś ubrania w biurze - oznajmiła pewnym tonem, będąc przekonaną o prawdziwości swoich słów. - Idź do socjalki, umyj się. Przyniosę Ci ubranie i coś do zjedzenia - gdyby nie fakt, że sama czuła się paskudnie, nie tylko ze względu na ogarniającego ją kaca, to pewnie uśmiechnęłaby się do niego i szturchnęła łokciem, puszczając przy okazji oczko. Teraz jednak miała wyraz twarzy, który całkowicie do niej nie pasował. Nie pasował, bo nie była ponurą osobą, która uzewnętrzniała jakiekolwiek swoje troski. Teraz jednak nie potrafiło. Za dużo spraw się nawarstwiło, za bardzo przeżywała to, co się stało. Sama nie wiedząc dlaczego aż tak bardzo.
- Co do wczorajszego wieczoru, to lepiej, żeby wróciła Ci pamięć, Don - oznajmiła, zerkając na godzinę. - I lepiej się pospiesz, za godzinę mamy spotkanie z tym chłopakiem, który dobija się do nas od pół roku.
 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-22, 17:22

Donald zdecydowanie nie chciał, żeby ich relacja zeszła na psy. Za bardzo cenił Susannę i zbyt wiele kosztowałoby go, gdyby zrezygnowała z pracy przez niego. Wątpił, aby zamierzała to zrobić, ale brał pod uwagę i taką możliwość. Namieszał, cholernie namieszał, a naprawdę nie chciał tego robić. W jego pogmatwanym życiu jeszcze baby z brodą brakowało i mógłby otworzyć własny cyrk na kółkach. Nic jej się nie wydawało i niczego źle nie odebrała. To Donnie źle postąpił, pozwalając sobie na takie zbliżenie. Właściwie nie dopuścił się zdrady, ale okrutnie tego chciał i potrzebował. Jest tylko człowiekiem, a odkąd dowiedział się, że mimo wieloletnich starań nigdy nie będzie mógł mieć dzieci z własną żoną, to jakoś odechciało mu się seksu. Zeszłej nocy jednak poczuł, że naprawdę mu tego brakuje i powoli traci zmysły przez to całe szaleństwo.
Niewątpliwie bez Susanne w Sony Music panowałby chaos. Donald, choć starał się być dobrym szefem, to często dawał się ponieść i zdecydowanie był zbyt impulsywny, a co za tym idzie - zbyt szybko podejmował się robienia rzeczy, których później najczęściej żałował.
- Tak jest, Panno Marrero - duknął leniwie pod nosem, udając się zaraz po tym w stronę własnego biura, Na szczęście miał tam również szafę przez zbyt częste zostawanie po godzinach. Nim jednak nacisnął klamkę zastygł w bezruchu i odwrócił się zerkając na Susanne.
- Naprawdę potrzebuję Cię w moim życiu, Su - szepnął i mimo że powiedział to naprawdę cicho to był pewien, że kobieta doskonale go usłyszała. Zaraz po tym zniknął za drzwiami własnego biura. Ogarnął ubrania, nawet znalazł prawie pustą butelkę perfum, które idealnie wystarczyły na dzisiejsze ratunkowe użycie. Wziął długi prysznic, przywdział świeże, pachnące ubrania i kiedy już jakoś wyglądał wrócił do sali prób, aby kolejny raz zająć miejsce na kanapie. Wyprostował nogi, a głowę odchylił lekko do tyłu, aby swobodnie wbić spojrzenie w sufit. Kiedy brał prysznic alkoholowa osłona spłynęła do odpływu, a wspomnienia zeszłej nocy uderzyły w niego po raz kolejny. Pamiętał już każdy szczegół i było mu kurewsko źle z tego powodu. Przez chwilę myślał nawet czy nie poślizgnąć się na płytkach, aby wyrżnąć głową w któryś kant i stracić pamięć, ale nie miał w sobie aż tyle samozaparcia. No i nie miał też nic z psychola. Westchnął ciężko wciskając palce jednej ręki w kąciki oczu. Miał dość tego dnia, a ledwo się zaczął.
 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-22, 18:04

Po zamknięciu drzwi, Su przysiadła na fioletowej kanapie. Oparła łokcie o kolana, a twarz zanurzyła w dłoniach. Miała dość tego dnia, pomimo tego, że jeszcze tak naprawdę się nie zaczął, a perspektywa kilku godzin nieopodal Dona napawała ją przeszywającym bólem brzucha. W tym oto momencie znienawidziła siebie za to, że dała się ponieść i wypowiedziała to jedno, głupie zdanie, które wszystko zniszczyło. Może on nie był takim typem mężczyzny? Krótki flirt, dłużąca się droga do mieszkania i najlepszy seks w życiu, jak wyobrażała sobie Su. Może to ona wyszła na napaloną, nachalną laskę, jaki wiele, które, gdy tylko wywęszą możliwość dostania podwyżki, wykorzystują do tego wszelkie środki? "Głupia, głupia...", pomyślała, zagryzając wargę i umieszczając podbródek na nadgarstku. Wpatrywała się w drzwi, za którymi zniknął Don, gdy chwilę wcześniej wyznał jej coś, co sprawiło, że łzy stanęły jej w oczach. Pragnęła odpowiedź mu to samo, ale ogromna gula, która ugrzęzła jej w gardle skutecznie to uniemożliwiła. Dlatego też pozostawiła go w ciszy, która teraz odbiła się w jej głowie sporym echem.
Nie czekając na jego powrót poszła do swojego biura. Tam zostawiła torebkę, przejrzała wstępnie dokumenty na biurku i przystanęła na moment przy oknie. Nie mogła wybaczyć sobie swojego zachowania. Nie mogła wybaczyć jemu, że w taki sposób ją odtrącił i potraktował jak przypadkowo poznaną dziewczynę przy barze, zaledwie kilkanaście minut temu. Znali się długo. Spędzali ze sobą całe dnie. Nieraz mieli czas, w którym przebywali tylko w swoim towarzystwie i choć w pełni poświęcali się wtedy w pracy, to zawsze było jakoś tak... przyjemnie. Dlatego Sussie nie wyobrażała sobie innej pracy albo nawet tej samej, tylko z innym prezesem firmy. Byli teamem. W pewnym sensie jednością. Jedno nie istniało bez drugiego. I prawdę mówiąc, Su nie chciała istnieć bez niego. Ani w pracy, ani... chyba nigdzie.
Wyjęła z torebki telefon, który już rozbrzmiał stonowanym, acz ustawionym całkiem głośno dzwonkiem. Su odebrała, przechadzając się przy okazji przez korytarz i wracając tam, skąd przyszła.
- Nie, proszę pani - powiedziała do słuchawki, gdy weszła do sali prób i zobaczyła siedzącego na kanapie Dona. - Nie, nie rozumiem też dlaczego dzwoni pani do mnie, a nie do działu marketingu? - zapytała w dość chłodnym tonie, marszcząc brwi. Nie podobało jej się to, w jaki sposób kobieta prowadziła z nią rozmowę i w dodatku zawracała jej głowę tematem, który nie należał do Su. - Zgadza się, Marrero to ja i jestem managerem, jednak proszę, aby na przyszłość kontaktowała się z działem marketingu, do którego jest podany telefon na stronie internetowej - wyjaśniła, siląc się na spokojny ton, jednak ostatnim, czego dziś chciała to użerać się z osobą, która jej nie rozumie.
Stanęła przy dużych oknach, które zajmowały caluteńką ścianę i oparła się o jedno z nich biodrem, wsłuchując się w sprawę, którą przedstawiała jej dziennikarka.
- W porządku, rozumiem. W takim razie zgadzam się, przekażę i ponawiam prośbę, by mimo to, skontaktowała się pani z odpowiednimi do tego osobami. Do widzenia - uśmiechnęła się, co na pewno dało się wychwycić z drugiej strony słuchawki. Z wzdychnięciem rozłączyła się, zwieszając rękę wzdłuż ciała i zerkając na Dona.
- Dzwoniła do mnie dziennikarka z Rolling Stone. Chcą przeprowadzić ze mną lub innym przedstawicielem firmy o Gemmie i naszej współpracy z nią - wyjaśniła, bo domyślała się, że był ciekawy o czym i z kim rozmawiała przed chwilą.

 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-22, 19:05

Nie liczył na odpowiedź. Chciał jedynie, aby zdawała sobie sprawę z tego jak wiele dla niego znaczyła, znaczy i znaczyć będzie - choć co do tego nie byłabym taka pewna. Uczucia są figlarne i czasami zanikają, a czasami stają się silniejsze, więc kto wie czy Su będzie znaczyła dla Dona tyle co teraz czy może jednak coś się zmieni i będzie kimś znacznie ważniejszym? Drugiej z możliwości raczej nie biorę pod uwagę, nie widzę w tym sensu. Donald nie był typem podrywacza. Cóż, przynajmniej do tej pory tak sądził no, ale przeżywa jakąś dziwną odmianę kryzysu i zwyczajnie odwala rzeczy, których się po sobie nigdy nie spodziewał.
Było przyjemnie, swobodnie i komfortowo.. praktycznie od zawsze! Donald wiedział, że może z Su poruszyć niemalże każdą kwestię i nie wyśmieje go, a podejdzie na tyle poważnie na ile on traktuje to poważnie. Wiele razy wyskakiwał już z szalonymi pomysłami, na które każdy popukałby mu do głowy, a Sussie była w stanie wysłuchać, rozważyć i wspierać go przy tym nawet, jeśli było to po prostu durne. A teraz? Teraz bał się, że wszystko to zepsuł przez jakieś głupie impulsy, widzimisie i kryzys wieku nie-średniego.
Rzucił krótkie spojrzenie w stronę rozmawiającej przez telefon Susanne. Rozmowa brzmiała na taką, która może trochę potrwać, więc wyciągnął swojego smartfona i zaczął grać w grę typu snake. Miał mnóstwo aplikacji i gier na telefonie. Z większości z nich nie korzystał albo korzystał raz na milion lat świetlnych, ale mimo to lubił mieć wszystko pod ręką. Uniósł wzrok znad telefonu dopiero wtedy, kiedy Marerro zwróciła się do niego. Mimo wszystko zrobił to tylko na chwilę, bo wciąż grał, a nabił już całkiem niezły wynik i nie chciał się skuć.
- Cóż, spodziewałem się tego - mruknął pod nosem. W zamyśleniu zmarszczył brwi, po czym zablokował ekran telefonu i odłożył go na bok. - Chcesz się tym zająć? Czy wolisz porozmawiać? - dodał nagle podnosząc z miejsca swój ciężki tyłek. Ruszył w stronę Su powolnym krokiem, aby finalnie zatrzymać się przed nią i spojrzeć jej prosto w oczy. Nie był na to gotowy, przynajmniej nie w pełni, ale musieli porozmawiać, aby oczyścić atmosferę i wrócić do poziomu relacji, z którego wystartowali. Zagryzł wargę zastanawiając się od czego powinien zacząć, ale nim zdążył się poważnie zastanowić jego usta już mówiły. - Byłem dupkiem, Sussie. Naprawdę chciałbym przeprosić Cię za wczoraj.. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło - mruknął pod nosem, spuszczając wzrok. Złapał dłoń kobiety, choć nie powinien, aby pogładzić kciukiem jej wierzch. Po prostu nie potrafił się powstrzymać, choćby chciał. A czy chciał? No właśnie.. I tutaj pojawia się zagwozdka. - Przechodzę teraz trudny okres w życiu i.. cóż, to nie jest usprawiedliwienie, nic nim nie jest, ale chcę, żebyś wiedziała, że nigdy więcej się to nie powtórzy. Obiecuję - dodał, patrząc na nią tymi swoimi czekoladowymi oczętami.
 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-22, 19:37

- Pytasz mnie, czy chcę zająć się pracą, czy... - urwała, widząc jak wstaje z kanapy i zbliża się do niej. Miała ochotę uciec, dlatego przylgnęła plecami do szyby. Napotkała opór, a to znaczyło, że nie ma ucieczki. A szkoda.
Niepewnie zerknęła przez ramię i widząc wysokość na jakiej się znajdują wstrzymała oddech. Nie, żeby miała lęk wysokości, ale perspektywa znajdowania się w tak niebezpiecznie bliskiej odległości od Donalda przyprawiała ją o drżenie całego ciała. Nigdy wcześniej tak nie miała. Owszem, zawsze czuła się całkiem przyjemnie i swobodnie w jego towarzystwie, ale nigdy nie targały nią aż tak silne i sprzeczne emocje. Z jednej strony pragnęła, by przysunął się jeszcze bliżej. Z drugiej zaś miała ochotę wbić obcas buta w jego stopę i odejść, zostawiając go za sobą.
Wpatrywała się w jego ciemne tęczówki nie wiedząc, które z nich czuje się bardziej niezręcznie. Liczyła na to, że on - miała ochotę na mały tryumf, nawet jeśli miał on wyglądać tylko tak. Gdzieś przez myśl jej przeszło, że chciałaby znów zarzucić swoje ręce na jego barki, złączyć swoje ciało z jego i ponownie zaproponować, by pojechali do niej. By ją dotykał, całował i pieścił na każdy możliwy sposób. Na sposób, którego nie znała, którego nikt nie był w stanie jej wcześniej dać.
Jej duże oczy dokładnie śledziły każdy ruch na jego twarzy. Widziała jak jego mięśnie niespokojnie się napinają, jak przez spierzchnięte wargi padają słowa przeprosin. Gdzieś zaczęła błądzić wzrokiem po jego ustach, zastanawiając się jak smakują, czy wywołałyby na jej ciele dreszcze. Czy byłyby w stanie scałować z niej wszystkie troski. Była pewna, że tak. Że tylko one mogłyby to zrobić.
Odchrząknęła. Spuściła głowę patrząc na czubki swoich beżowych szpilek, gdzieś w dłoniach nerwowo obracała telefon, który co chwilę wibrował powiadamiając o nowym mailu. Zaczęły jej przeszkadzać te wibracje i jak wcześniej sama chciała uciec, chociażby przez okno, tak teraz z chęcią cisnęłaby urządzenie, które dzierżyła w dłoni.
- Ja... - zaczęła, przy czym było to bardziej coś jak westchnięcie niż słowo. Biła się z myślami bardziej niż kiedykolwiek. Doceniała jego przeprosiny i sam fakt, że się na nie zdobył. Jednak one w połączeniu z bliskością i emocjami były one dziwnie nie do zniesienia. Tlące się w niej uczucia eksplodowały, gdy złapał jej dłoń. Dotknął jej. Poderwała głowę do góry jak poparzona wpatrując się w niego zaszklonymi oczyma. Za dużo pokazywała. "Wdech i wydech, Su", powtarzała sobie próbując się uspokoić i nie pokazując mu, jak wiele kosztowało ją to wszystko.
- Nie powtórzy - powtórzyła za nim dość nieobecnym głosem, ponownie opuszczając głowę w dół. Oblizała suche wargi i pokręciła głową równocześnie uśmiechając się. - Wiesz, jak masz jakiś problem to możesz mi o tym powiedzieć. Tak do tej pory było, Don - siliła się na normalny ton, zapewniając go o stabilności ich koleżeńskich relacji. Bo takie miały być, takie miały pozostać.
 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-23, 00:42

Donald nigdy nie był człowiekiem prostym. I wcale nie mam na myśli tutaj poziomu życia, a zwyczajny level skomplikowania emocjonalnego. Nie od razu docierały do niego pewne rzeczy i potrzebował czasu, aby się z nimi pogodzić. Tak jak z tym, że Susanne nie jest już tylko jego koleżanką z pracy. Nie był pewien, kiedy ta bariera między nimi zmalała, a raczej zamieniła się w inny rodzaj bariery. Zwyczajnie przeoczył moment, w którym zaczął inaczej na nią patrzeć i postrzegać ją w zupełnie innych kategoriach. Kiedyś była po prostu dobrym pracownikiem, a teraz? Jest piękną kobietą o świetnym charakterze, czarującym spojrzeniu i naprawdę pięknym uśmiechu. Być może najpiękniejszym jaki kiedykolwiek dane mu było zobaczyć. Nie wiedział już czy to wszystko czuje naprawdę czy zamroczyło go i coś mu się pomyliło. Sytuacja stawała się jeszcze bardziej skomplikowana i, szczerze, nie wiedział z której strony ją ugryźć, aby znaleźć wyjście.
Nie tylko ona patrząc na niego, widziała łóżko i jego dłonie badające jej ciało kawałek po kawałku. Donald oczami wyobraźni zdzierał tą okropną spódnicę z bioder Susanne. Nie była brzydka, nawet mu się podobała, ale irytował go fakt, że wciąż na niej była. Że na NIEJ była. Powinna leżeć gdzieś na podłodze podczas, kiedy on pozbywałby się reszty jej ubrań. Zacisnął na moment oczy, ale wtedy zrobiło się gorzej i trudniej, więc szybko je otworzył. Już naprawdę nie wiedział co robić, żeby jakoś pozbyć się tych obrazów ze swojej głowy. Były one tak cholernie realistyczne, a przecież jego oczy nigdy nie widziały żadnej z tych scen naprawdę. Skąd więc nagle taka wyobraźnia w jego głowie?
- Po prostu.. wybacz mi Susanne. Nie potrafię być tutaj i cieszyć się tym wszystkim co mamy, jeśli nie mogę cieszyć się tym razem z Tobą - mruknął, wciąż nie odrywając od niej spojrzenia. Oczy Su tak bardzo go magnetyzowały, że żadna siła nie była w stanie go od nich oderwać. Nie teraz. - Bez Ciebie to wszystko nie ma sensu - wzruszył ramionami, po raz kolejny przesuwając kciukiem po wierzchu jej dłoni. Skóra Marrero była taka miękka, delikatna.. Bardziej niż kiedykolwiek lub zwyczajnie dopiero teraz pozwolił sobie to dostrzec. Pewnie jeszcze trochę by nad tym podumał, ale zaskoczyła go propozycją wygadania się z problemów. Zmarszczył brwi i mocniej ścisnął jej dłoń.
- Chcesz wiedzieć na czym polega mój problem, Su? - zapytał retorycznie, unosząc jej dłoń i podsuwając ją pod swoje usta. Przez cały ten czas ani na moment nie oderwał wzroku od jej oczu, nie chciał, nie potrafił. - Moim problem jest.. - urwał nagle czując, że nie ma ochoty dłużej rozmawiać. Była zbyt blisko, aby marnować czas na rozmowę. - myśl, że kurewsko chcę Cię pocałować - kontynuował, nagle znajdując się zaledwie milimetry od niej. Jego rozgrzany oddech delikatnie smagał jej wargi i już prawie mogła poczuć jego usta. Naprawdę niewiele brakowało. - ale boję się, że to zmieni wszystko między nami - szepnął. - A ja nie mogę Cię stracić, Susanne. Kurwa, nie mogę sobie na to pozwolić - mówiąc to, ujął policzek Sussie i złączył ich usta. Nie chciał dłużej czekać. Bijące głośno serce zagłuszało ten cichy głosik sumienia przez co w końcu mógł poczuć to, czego chciał już zeszłej nocy.
 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-23, 07:38

Prawdopodobnie nie dało się zdefiniować dokładnie co czuła Su, a czuła naprawdę wiele. Począwszy od złości, która narastala od wieczora, przechodząc przez żal, a kończywszy na szczęściu, które rozlało się po całym jej ciele, gdy tylko ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Pocałunku, w którym oboje mówili sobie ciche: "Pragnę Cię" i Marrero zaczęła czuć, że nie tylko w kwestii cielesnej, ale każdej. Czy nie cudownym byłoby połączyć to, co łączyło ich do tej pory z tym, co zrodziło się już wczoraj, w tym pozornie normalnym tańcu? Sussie była w tym momencie przekonana, że tak. Chciała tego mocniej niż czegokolwiek innego na świecie. Chciała jego. W pełni. Rano, gdy będzie się budzić i robić mu śniadanie, w pracy, gdy ukradkiem będą dawać sobie pocałunki, by nie zburzyć wizerunków, na które tyle pracowali. Później będą wracać wspólnie do jednego domu, jeść kolacje, pić drinka i zwieńczać ten ciężki, pełen pracy dzień miłosnym uniesieniem. Prawdopodobnie była to fantazja, którą kobieta będzie raczyć się jedynie w zaciszu swojego umysłu. Schowa gdzieś głęboko te myśli i uczucia i wszystko wróci do normy, prawda? Bo to była tylko słabość, prawda...?
Nieprawda. Su odwzajemniła pocałunek, biorąc w wolnej chwili głęboki wdech, choć nie miałaby nic przeciwko, gdyby miała udusić się w takiej sytuacji. Cudownej sytuacji.
Otworzyła na moment oczy i zorientowała się, że jej dłonie błądziły po torsie Dona, a paznokcie jakby chciały rozszarpać materiał jego podkoszulka. Zerknęła na zegar wiszący na ścianie i w tym samym momencie jej umysł oczyścił się. Przerwała pocałunek, jeszcze chwilę dysząc ciężko. Złożyła może jeden, może dwa jeszcze, przygryzając jego wargę. Wargę, która smakowała dokładnie tak, jak sobie wyobrażała.
- Zaraz wszyscy się tu zejdą... - wyszeptała, ciężko przełykając ślinę. Ujęła jego twarz w swoje dłonie, gładząc jego pokryte zarostem policzki. Oblizała wargi, nadal czując ich ciepło i przymknęła opieki, opierając się czołem o jego podbródek. To było szalone. Ale chciała więcej, bez względu na konsekwencje, bez względu na to, czy ktoś ich zobaczy. Dlatego bez większego zastanowienia uniosła głowę i ponownie wpiła się w jego usta, tym razem przysuwając się do niego bliżej, zupełnie jakby chciała skleić swoje ciało z jego. Oszalała na jego punkcie i miała nadzieję, że on na jej tym bardziej.
- Nie zepsujmy tego - szepnęła po raz kolejny między pocałunkami, mając szczerą nadzieję, że to, co mają i czują teraz, będzie trwało wiecznie.

 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-23, 10:46

Obecnie Don miał problem ze skupieniem się na czymkolwiek, kiedy dłonie Susanne błądziły po jego ciele. Każde przesunięcie palcami skutkowało pogłębiającą się pustką w głowie. Nie myślał o tym czego pragnie czy czego się obawia. Było tu i teraz. Dopiero teraz zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Najgorsze będzie to, co stanie się później, bo tego nie mógł być tak do końca pewien. Podczas kolejnego muśnięcia ust miał wrażenie, że prawie cała złość uszła z Su, jednak nie mógł wykluczyć, że zamiast uśmiechnąć się do niego, zacznie krzyczeć jakim palantem jest i że do reszty zgłupiał. Chociaż, z drugiej strony, przecież odwzajemniła pocałunek. Racja?
Mruknął z niezadowoleniem, kiedy kobieta odsunęła się, przerywając cudowną chwilę rozkoszy. Po tym jednak znów złączyła ich usta, i jeszcze raz. Wiedział, że powinni zająć się pracą i uważać, aby nikt ich nie przyłapał, ale jakoś ciężko było powstrzymać się, kiedy Su tak owinęła go sobie wokół palca. Zrobiłby teraz wszystko, o co by go poprosiła i szczerze miał nadzieję, że nie będzie chciała tego wykorzystać.
- Hm? - mruknął, nie do końca słuchając tego co mówi kobieta. Zwyczajnie co innego zajmowało jego głowę i całą resztę zmysłów, bo zamiast w jej głos, wsłuchiwał się w każdy cięższy oddech, które zebrane w jedność były muzyką dla jego uszu. - Dobrze, okej - pokiwał głową od niechcenia, następnie odwzajemniając pocałunek kobiety. Wciąż jej nie słuchał, bo pragnął tylko jej ust. Może aż jej ust. Powinien pragnąć ust innej, a mimo to nawet przez myśl mu nie przeszło, aby przerwać to co robią, ze względu na niczego nieświadomą żonę Dona. Wszystko było w porządku tak długo, jak Su oplatała go swoimi rękami.
- Nie zepsujemy, nie pozwolę na to - szepnął obiecująco, naprawdę chcąc dotrzymać tej obietnicy. Raczej nie rzucał słów na wiatr i starał się robić tak, jak mówił nawet, jeśli były to tylko głupiutkie żarty. Nie lubił gołosłownych osób, wręcz z takowymi walczył co w showbiznesie było naprawdę ciężkie. Dobrze, że nie był politykiem, bo wtedy to musiałby wszystkich poustawiać do pionu, a prawdopodobieństwo powodzenia ów planu jest raczej nikłe.
Nagle do uszu Donalda dobiegł odgłos kroków i to nie jednej, a kilku osób. Odskoczył więc od Susanne jak oparzony, a jego ciało całe się napięło. Zmarszczył brwi i szybko sięgnął pod telefon, w którym otworzył pierwsze co rzuciło mu się w oczy - kalendarz.
- Tak więc musimy przełożyć spotkanie z TRS na wtorek, bo wszystkie inne terminy są już zajęte, a nie ma siły, która pomogłaby nam skończyć wcześniej próbę z Panną Torres. Co sądzisz, Susanne? - zagadnął, posyłając kobiecie rozbawione, lekko sugestywne spojrzenie.
 
 
Susanna Marrero


queens


31

jest managerem Sony Music Ent

i nie wie, że Don ma żonę

Susanna
Marrero










mam 170 cm wzrostu

status gry: im więcej, tym lepiej!
When time will be right, he'll come back and he'll take you away, Angelita.
Wysłany: 2019-05-23, 11:55

Nie słuchał jej i ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Chciała jednak, by jego zapewnienie o tym, że faktycznie tego nie zepsują były prawdziwe. By znalazły swoje pokrycie w rzeczywistości. Nie chciała zaangażować się, obdarzyć go silnym uczuciem i później... tak po prostu, zawieść się. Oddać siebie, podczas, gdy on przez jakiś czas by to wykorzystywał, a następnie porzucił, ot tak. Jednak Don nie był takim mężczyzną, czuła to i wiedziała - znała go, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Cała złość, którą żywiła do niego od wieczoru w barze ulotniła się z niej. Na ten moment była szczęśliwa i rozumiała go - ich oboje zaskoczyło to, co zrodziło się między nimi na parkiecie. Było to magiczne, zmysłowe i Sussie będzie pamiętać tamten moment już zawsze. Nigdy nie czuła czegoś podobnego, a związek, w którym niegdyś była, nie miał czegoś takiego. Czegoś takiego, co mogłoby w niedalekiej przyszłości pojawić się między nią a Donem. Ponad cztery lata temu zakończyła związek, który ciągnął się odkąd przyjechała do Nowego Jorku i tak naprawdę nigdy nie miał racji bytu. W pewnym momencie Sus zrozumiała, że od długiego czasu nie łączyło jej nic z partnerem, oprócz przyzwyczajenia, wspomnień, które też nie należały do najlepszych. Mimo to wie, że dla swojego byłego partnera była całym światem. Do tej pory, raz na jakiś czas, zaczepia ją na mediach społecznościowych, nieco nachalnie proponując spotkanie. Marrero stara się nie palić za sobą mostów, jednak ilekroć próbowała spokojnie wytłumaczyć, że nie dojdzie do takowego wyjścia, kończyło się to kłótnią. Kiedyś miała też wrażenie, że mężczyzna włóczył się po osiedlu, gdzie mieszka. Jakby chciał ją spotkać, co nieco ją przerażało, ale kto przejmowałby się czymś takim w obliczu innych, poważniejszych problemów?
Zmierzające w ich stronę kroki wyrwały Su z zamyślenia i biorąc przykład z Dona odsunęła się i wpatrywała w ekran telefonu udając zaciekawienie.
- Hm - mruknęła, unosząc na moment wzrok do góry, by sprawdzić kto szedł. - Nie no masz rację, ale we wtorek masz jeszcze spotkanie z tą dziennikarką, która dzwoniła już tydzień temu i prosi Cię o wywiad chyba od miesiąca - udawanie wychodziło im chyba całkiem sprawnie, bo przechodząca grupka jedynie posłała im uśmiechy i skinęła głowami na dzień dobry. Gdy tylko ich minęli i szli w swoją stronę, Su oparła się o szybę i zaczęła się śmiać - cicho, uroczo. Don często słyszał ten śmiech, gdy kobieta była zmęczona po całym dniu i nie umiała sobie znaleźć już miejsca. Nerwowy, histeryczny, zrezygnowany, ale przy tym uroczy. Pokręciła głową, przytykając telefon do klatki piersiowej. Patrzyła na Hartley'a z niedowierzaniem w oczach, z których biły iskierki rozbawienia i żaru, który wzniecił w jej ciele swoim zachowaniem. Zaczęło się to już wczoraj, jednak po dzisiejszym pocałunku - a raczej pocałunkach - Su cała w środku płonęła. Zresztą nie tylko w środku - na jej śniadych policzkach jawił się lekki rumieniec, który zdecydowanie dodawał jej uroku i wydobywał z niej coś jeszcze takiego... dziewczęcego.
Korzystając z tego, że nikt nie czaił się za rogiem, Sussie zbliżyła się do Dona i ułożyła dłoń na jego torsie. Chwilę patrzyła na swoje palce, które spoczęły na skrytych mięśniach pod koszulką, by po chwili przenieść wzrok na jego oczy.
- Ja również nie chcę Cię stracić - wyznała, wzrokiem szukając odpowiedniego miejsca, by móc wpatrywać się w obie jego tęczówki. - Nie mogę Cię stracić, Don - jej głos lekko drżał, jednakże była pewna swoich słów. Pewna jak niczego innego na świecie.

 
 
Donald H. Hartley


manhattan


35

tworzy muzykę i prezesuje w Sony Music

kocham Adrianne, ale Susanne robi mi w głowie burdel

Donald H.
Hartley










mam 189 cm wzrostu

status gry: [4/3]
a ja będę z tyłu na kanapie palił jazz, kupie sobie perłę eksport i marlboro setki
Wysłany: 2019-05-24, 01:11

Co racja to racja - Don nie był takim typem. Nie potrafił bawić się, rozkochiwać i porzucać, gdy tylko zawiało nudą lub sytuacja stawała się bardziej poważna. Zawsze brał odpowiedzialność za oswojone istoty zwłaszcza, że sam miał ogromną słabość jaką było łatwe przywiązywanie się do osób, z którymi spędzał dużo czasu. Aktualnie z nikim nie spędzał go tak wiele jak z Susanne. Zresztą.. Nie tylko w tej kwestii nie miała sobie równych. Była po prostu jedyna w swoim rodzaju i zapragnął mieć ją na wyłączność mimo, że zdawał sobie sprawę z nieprzyzwoitości tych pragnień.
Nie wiem czy Donnie potrafiłby kiedykolwiek tkwić w relacji, która nie byłaby zadowalająca dla chociaż jednej ze stron. Jeśli czułby się wypalony emocjonalnie względem swojej drugiej połówki to znaczy, że nigdy tak naprawdę nią nie była. Teraz sam już nie wie co czuje, co powinien czuć i co czuć faktycznie chce, ale wszyscy na świecie powtarzają, że do pewnych rzeczy potrzeba czasu, więc zamierzał dać sobie go tyle, ile jego mózg potrzebował, aby ogarnąć cały ten burdel. Do tego momentu zamierzał brać od życia co los sam mu zsyłał. If life gives you lemons add vodka and have a party czy jak to tam leciało..
- Jestem tak rozchwytywany, że nie mam kiedy wyjść na drinka - westchnął niby to z rozżaleniem, mimo to uśmiechając się pod nosem na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Oczywiście fragmentu zanim wszystko spieprzył i uchlał się jak świnia ciepłym whisky. - Jak żyć, Susanne? Powiedz mi, jak żyć - pokręcił głową na boki, robiąc przy tym zawiedzioną minę. Kątem oka dostrzegł, że intruzi wpełźli do jednego z pomieszczeń za rogiem, więc odetchnął z ulgą blokując telefon, aby ten znów wylądował w kieszeni jego spodni.
Uniósł wzrok na swoją roześmianą towarzyszkę, a w jej śmiechu było coś takiego, że kąciki jego ust same z siebie ciągnęły do góry. Była taka urocza, że nie mógł powstrzymać się od chwycenia jej dłoni swoimi palcami. Kciukiem znów pogładził jej delikatną skórę i pochylił się, aby skraść jej słodkiego, krótkiego całusa. - Jesteś piękna, kiedy tak chichoczesz - mruknął, nieprzerwanie spoglądając jej w oczy. W jego spojrzeniu było wszystko, czego nie potrafił ująć słowami - szczęście, ulga i jakaś taka fascynacja, może nawet podniecenie związane z tym, co się między nimi działo.

zt. x2
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

POGODA