Władze Nowego Jorku zmusiły nas do zamawiania ciasteczek do każdej kawy. Czym są pliki cookies i do czego je wykorzystujemy, znajdziesz tutaj!
AKCEPTUJĘ


Poprzedni temat «» Następny temat
Miami
Autor Wiadomość
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-20, 20:30

ciucholand

Rory lubiła wyjazdy na konwenty, zazwyczaj płacili wtedy jej za bilet, hotel i mogła zwiedzić fajne miejsca, za niewielką kasę, a dodatkowo płacili jej za to, że się pojawiała, wydziarała kilka osób, a teraz wyjątkowo przydałaby jej się kasa. Jeszcze nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Ryder postanowił zwinąć manatki, bo jego sklep splajtował, a po rozmowie, którą przeprowadzili nie mogła raczej stwierdzić, że wróci za tydzień, więc.. postanowiła skorzystać z propozycji Blake'a, o ile byłaby aktualna, ale z dzieleniem się oczywiście rachunkami i tego typu pierdołami, w końcu skoro już wychodziła z długów na prostą, a i tak nie musiała na nic odkładać poza swoim przeszczepem, do którego i tak brakowało kilka ładnych tysięcy, to nie chciała siedzieć mu na głowie jak przez ostatnie dwa tygodnie i żerować. Ucieszyła się, że van der Neer chciał pojechać z nią, po kilku godzinnym locie, zacheckowaniu się w hotelu, spotkaniu z ekipą od konwentu w hali, gdzie dostali przepustki dla artystów i tatuatorów, poprosiła, by poczekał na nią i w piętnaście minut wszystko ogarnęła. Gdzie było jej stanowisko, z kim miała się spotkać jutrzejszego ranka, jak bardzo napięty był plan i takie tam. Oczywiście wieczorem w sobotę miała być wielka impreza, ale o niej na razie nie myślała, wracając po bruneta.
- Okej, możemy iść coś zjeść, jestem głodna - uśmiechnęła się do niego, łapiąc go za rękę i dając czułego buziaka, bo zasłużył za czekanie i za to, że był. Udali się więc do wyjścia z hali, zamawiając po drodze ubera do centrum miasta. - Masz na coś ochotę? - Zapytała, stojąc sobie na chodniku i czekając na transport, obejmując go za szyję i wpatrując się w tęczówki Blake'a. Teraz to on mógł decydować, co zjedzą, gdzie pójdą, co zobaczą i kiedy wrócą do łóżka, niekoniecznie spać.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-20, 23:13

Rola Blake’a na konwentach jak dotąd ograniczała się do bycia obserwatorem. Raz jeden pozwolił sobie na to, by go w trakcie konwentu wytatuowano, ale zdecydowanie bardziej preferował jedynie obserwację, gdyż niezbyt podobało mu się oddawanie w ręce tatuażysty w ogólnym zamieszaniu, gdzie co chwilę ktoś patrzył takiemu na ręce, zadawał pytania i zwyczajnie rozpraszał. Doskonale pamiętał ten swój jeden raz, kiedy niemal na każdym kroku zastanawiał się nad tym, czy tatuaż który wówczas robił, przez chwilę uwagi nie zostanie spieprzony i wtedy właśnie postanowił sobie, że nigdy więcej nie pozwoli sobie na przyozdabianie skóry kolejną dawką tuszu w okolicznościach innych niż zacisze jakiegoś spokojnego studio, w którym wszyscy mogli się w pełni zrelaksować. Tak czy inaczej, kiedy Rory wyskoczyła mu z tym Miami, od razu wiedział, że wybierze się tam z nią. Raz, że był to weekend. Dwa, dawno na konwencie nie był. Trzy, najważniejsze, miał tam być z nią. Weekend spędzony w sposób inny niż te dotychczasowe, więc niby nad czym miał się zastanawiać? Tym sposobem wraz z nią udał się wprost do Miami, nie przeszkadzając nawet przez chwilę, gdy ogarniała wszystkie swoje sprawy, chcąc by załatwiła je szybko i sprawnie, żeby potem mieli nieco czasu dla siebie, a gdy już skończyła, odetchnął z ulgą, że mogli w końcu coś zjeść. Jakby mu w myślach czytała!
- Nie tylko ty. Jeszcze godzina i musiałabyś mnie nieść do restauracji – odparł z rozbawieniem, ale faktycznie był głodny i to bardziej, niż mu się dotąd wydawało, więc oddał jej tego buziaka, zamówił ubera i spojrzał na Rory chwilę zastanawiając się nad tym co by właściwie zjadł – Szczerze? Cokolwiek. Możemy iść na normalny obiad, na maca, albo pizzę. Co wolisz – stwierdził, ale było mu wszystko jedno. Obecnie był gotowy zjeść przysłowiowego konia z kopytami – Jedźmy na centrum, tam coś wymyślimy, a potem przejdziemy się po okolicy, zobaczymy co tu mają do zaoferowania – dodał jeszcze obejmując ją w pasie i uśmiechnął się, pochylając lekko głowę i inicjując czuły, przeciągły pocałunek, którego nie mógł odmówić ani sobie ani jej, a który musiał przerwać tylko dlatego, że przyjechał uber i mogli podjechać na centrum miasta, w okolice jednego z głównych deptaków.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-21, 01:18

- I tak uwijałam się szybko, bo nie mieliśmy okazji po przylocie nawet siąść na dupie, także rozumiem Twój głód - uśmiechnęła się delikatnie do niego, przesuwając kciukiem po jego dłoni i wychodząc z budynku - mm.. może być w sumie mak, weźmiemy na wynos i usiądziemy sobie gdzieś w jakimś parku, czy coś - w końcu wieczorem było całkiem przyjemnie, nie prażyło już to słońce, co by ich spaliło, a na dodatek nie było też w drugą stronę, by umierali z zimna, więc korzystając z miłego zachodu słońca i pogody, mogli udać się uberkiem do miasta, zahaczyć o maka i robić co im się tylko podobało. - Jasne - zgodziła się z nim w sumie od razu, nie zamierzając się wymądrzać, bo sama lepszego planu nie miała, prócz tego, by jednak coś zjeść - byłeś kiedyś w Miami? - Zapytała, oczywiście po serii namiętnych pocałunków, gdy praktycznie uber im odjechał pewnie zirytowany tym, że ta parka tylko stała i się całowała. Ale, finalnie wsiedli do samochodu i pojechali z przemiłym kierowcą, który zawiózł ich bez problemu do centrum i tam wysadził.
Rory była tu kilkakrotnie w swojej karierze, może nie z dziesięć, ale tak z trzy na pewno, więc to był czwarty raz, czwarty konwent i w sumie to miała chyba najlepszy humor, jakby tak zastanowić się do tej pory nad poprzednimi edycjami. Nie przejmowała się swoim zdrowiem, a przynajmniej nie aż tak bardzo, miała ze sobą faceta, którego kochała i z którym wiedziała, że zawsze może gdzieś uciec, a poza tym - postanowiła cieszyć się tym, co miała, chwilą, każdym momentem, bo Blake ostatnio (na nie do końca udanej randce) zauważył ważną rzecz - nie musieli rozmawiać o tym, co ją czekało, co ich czekało na dobrą sprawę, tylko po prostu postawić na spędzanie ze sobą czasu tak, by niczego oboje nie żałowali. - O, jesteśmy na miejscu - wysiadła z ubera, zamykając drzwi i obchodząc samochód, by rozejrzeć się za jakimś miejscem do szybkiego żarcia. - Ooo... a może indyjskie? - Zobaczyła na rogu jakąś niewielką, nie wyglądającą na ruderę knajpę ze słoniem w logo.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-21, 02:34

- O to, to… Tego ci akurat odmówić nie mogę, bo rzeczywiście szybko się ze wszystkim uwinęłaś. Myślałem, że dłużej zejdzie. Wiesz, że zaczniesz wszystko analizować, dyskutować, negocjować czy coś – mrugnął do niej, bo trochę się nabijał z tego, że kobiety to bywały niezdecydowane, często miały swoją wizję wszystkiego i były aż nadto chętne, żeby wcielać je w życie, nawet jeśli nie powinny, a Rorka to się ładnie ze wszystkim uporała, więc dłużej głodem przymierać nie musiał. Wystarczyło jedynie na miasto dojechać i ogarnąć sobie jakąś knajpkę, gdzie byłoby wolne miejsce. A nawet jeśli by takiej zabrakło, to osobiście mógł wziąć na wynos, zjeść w hotelu, albo na ławce w parku. Bo niby czemu nie? – Zobaczymy, co pierwsze się napatoczy. Jak nic sensownego, to skoczymy na tego maca – podsumował, bo w myślach mu czytała. Znowu. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Albo była to kwestia gustu. W końcu żadne z nich nie miało problemu z tym, by zjeść coś niezdrowego, skoro wyrobili już w sobie zwyczaj przyjemnego spalania tych niekoniecznie zdrowych kalorii. Zresztą patrząc na to, jaki mu detoks zrobiła nie tak dawno, obecnie miał ochotę na coś tłustego. Należało mu się. Zwłaszcza po podróży i tym cierpliwym czekaniu, aż Spencer wszystko załatwi.
- Nie. Pierwszy raz tu jestem, jakoś wcześniej nie było okazji – odparł zgodnie z prawdą, ale nigdy nie było mu do Miami po drodze, a i szukać w tym mieście nie miał czego, żeby specjalnie przyjeżdżać, więc tak sobie blisko trzydzieści lat przeżył, nie zaznajamiając się z tym miejscem, które musiał obecnie przyznać, niby było miastem jak każde inne, ale coś w sobie miało. Na wszystko najwidoczniej musi przyjść czas. Nie da się mieć wszystkiego od razu, czasem o pewnych rzeczach się nie myśli, ale jak już mają miejsce, to czerpie się z nich co najlepsze, w związku z czym gdy jechali w stronę centrum, co jakiś czas spoglądał za szybę, zapoznając się pobieżnie z mijanymi okolicami, aż nie dotarli do celu, więc uregulował należność z kierowcą i wysiadł zaraz za Rorką podobnie jak ona rozglądając się po ulicy, co długo nie trwało bo szybko wyczaiła jakąś knajpkę – Wygląda trochę podejrzanie, jakby miała się zaraz rozlecieć, ale skoro funkcjonuje, uznam, że to zamysł właściciela. Chodźmy – chwycił ją za dłoń splatając ich palce razem i mogli się skierować w stronę indyjskiej restauracji, z nadzieją, że jedzenie będzie się prezentować bardziej zachęcająco, niż sam lokal na pierwszy rzut oka. Po wejściu do środka, wypatrzył od razu wolny stolik i wskazał skinieniem głowy na niego, żeby Rory przeszla przodem bo w środku było nieco ciasno i zaraz zajął wolne miejsce obok niej – Mam nadzieję, że nie skończymy z zatruciem? – zagaił z rozbawieniem, gdy sięgnął po menu, żeby przejrzeć co tam oferowali. Nie krakał, ale wiedziała, jakie miał nastawienie do takich miejsc. Wystarczyło, że przypomniałaby sobie randkę, w czasie której zajadali się burgerami z bekonem i frytkami.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-21, 12:34

- Mm.. zazwyczaj to robię i spędzam tu drugie tyle, jak nie więcej, ale wiesz.. jestem z Tobą, chciałam po prostu by wszystko było okej. Jutro o dwunastej mam się pojawić, no i pewnie wytatuuje trochę osób - uśmiechnęła się delikatnie, bo normalnie pewnie sprawdzałaby wszystko, całe swoje stanowisko, wysokości, to ile miała miejsca, ale wiedziała, że zazwyczaj, gdy dawała im swoje wytyczne, to je spełniali, więc nie chciała się tym teraz przejmować, najwyżej jutro powie, że będzie tatuować kompletnie gdzie indziej z braku miejsca. W końcu, gdy hala była pusta, to wyglądało zupełnie inaczej, niż gdy będzie zawalona tatuatorami, osobami, które przyszły pooglądać swoich ulubionych artystów, czy też się wytatuować. Byłam raz na takim jednym w polszy i powiem tak, no nie dziwię się, że Blake nie chciał się tatuować, nie chodziło nawet o tłum i innych gapiów, ale o sterylność niektórych stanowisk. - Mhhm - pokiwała głową i posłała mu czuły uśmiech, bo co ona będzie dyskutować, też miała ochotę na odrobinę bardziej tłuste danie, niekoniecznie zdrowe i odpowiednie dla jej serduszka, ale co tam!
- Mm.. czyli mam przewagę i mogę robić za przewodnika - zaśmiała się cicho, chociaż na dobrą sprawę to w Miami bywała na konwentach, w dwóch może klubach i na plaży, nie bardzo zapuszczając się w centrum i jakieś wyprawy, dlatego to taki przewodnik z niej o dupę rozbić, ale od czego ma się google przy obiedzie, prawda? Poza tym, zawsze mogli udać się po prostu na spacer, przed siebie, wrócić potem do hotelu i porobić miłe rzeczy, niekoniecznie związane z odkrywaniem miasta, bardziej z testem łóżka hotelowego, prawda? - Och przestań, dla Ciebie wszystko wygląda podejrzanie. A wiesz, że w McDonald's nie używają rękawiczek? I że ktoś Twoją kanapkę dotykał na każdym etapie? No właśnie.. więc myślę, że to tylko z zewnątrz tak wygląda, poza tym, mają ładny szyld i.. - szybko wystukała w google nazwę restauracji - na googlach mają 4.3 gwiazdki - pokazała mu ekran i cóż, przeskrollowała kilka recenzji, idąc z nim za rękę, bo może wcale nie było tak źle, ludzie uwielbiają przecież krytykować, a gdyby knajpa miała tylko jakieś trzy gwiazdki, mogliby się martwić, a ponad cztery to już jakiś niezły wynik. - Dlatego nie zamawiamy żadnego mięsa, tylko ryby. Łosoś w curry i w sosie pomidorowo-śmietanowo-orzechowym - pokazała mu na dwie pozycje, które były pewne, przynajmniej według tego co mówiły jej inne osóbki w telefonie, hehe. Widząc jego jednak nieprzekonaną minę, zanim zaczął marudzić na nowo, pocałowała go czule, przechylając się przez stół. - Cśśś.... zaufaj mi - mruknęła w jego usta, odrywając się po chwili.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-21, 16:57

- W takim razie doceniam, że tym razem udało się szybciej wszystko załatwić – odparł i pochylił się w jej stronę, składając delikatny, czuły pocałunek na jej ustach, bo zdecydowanie zasłużyła na trochę czułości za swoje starania w tym, by nie uschnął jej tam z nudów i nie zapuścił korzeni w jednym miejscu, gdyby wszystko trwało o wiele dłużej. No a sterylność to ważna sprawa i lepiej jednak poczekać na termin ale w studio się tatuować niż na jakiejś hali, gdzie siłą rzeczy wszystko odbywa się na wariackich papierach i ciężko o stu procentowe skupienie, zarówno tatuatora, jak i samego klienta, który również mógłby coś przeoczyć. Nieszczęście szybko gotowe i na co to komu? Artysta miałby problemy, klient miałby problemy. Albo studio albo wcale. Podstawowa zasada van der Neer'a, a reszta ludzkości niech sobie robi co chce. Nie jego ciało, nie jego zdrowie.
- Jak najbardziej, będziesz od dzisiaj moim prywatnym gps'em, a twoim obowiązkiem jest dopilnować, żebym się nie zgubił i wrócił do domu – stwierdził z rozbawieniem. Wstąpił w to, że mógłby aż tak zbłądzić bez jej porad, by nie wrócić do domu, bo jednak byli w dużym mieście a nie na jakimś zadupiu, po środku niczego, gdzie z każdej strony otaczałyby ich drzewa i krzaki, a język miał, mówić umiał, to zawsze mógłby się miejscowych zapytać o drogę, czy to do hotelu, czy nawet w jakiś konkretny punkt gdzie by się z Rorką odnaleźli bez większego problemu. Skoro go jednak do Miami zaprosiła, to na jej ramionach spoczywała odpowiedzialność.
- Właściwie skoro już o Macu mówimy... Jakiś czas temu widziałem nagranie, co się z tym jedzeniem dzieje, z biegiem czasu więc nie używanie rękawiczek, to jest najmniejszy problem, ale cholera... Te burgery i wrapy są tak dobre, że nawet ten filmik mnie nie zrazi – no niestety, zbyt zachęcająco to nie wyglądało, jak tak oglądał, ale smak robił swoje i na nic zdała się wizualizacja tego, jak dużo konserwantów i innej chemii było w takiej jednej kanapce. Trudno, na coś umrzeć trzeba było. Co innego taka indyjska restauracja, w której daniach nie chciał dodatków w postaci sypiącego się tynku, szczurzych odchodów czy jakiejś salmonelli, ale widząc, że Rorka opierała się na oceanach i komentarzach, nie sprzeczał się i grzecznie poszedł z nią do środka. Najwyżej jak coś będzie nie tak, nie omieszka na nią winy zrzucić. A potem w razie jakiegoś zatrucia, wykorzystać do tego, by mu wodę, elektrolity przynosiła no i dużo przytulała, gdy sam będzie umierał w męczarniach – Wiesz, za ryba to też mięso? – zapytał rozbawiony i spojrzał na to co proponowała, niepewny w tego, czy takich mieszanek chciał w swoim życiu próbować i już miał sugerować zmianę miejsca. Tego nafaszerowanego nie wiadomo czym maca, albo inne kfc, ale skutecznie go uciszyła, a Blake wybierając między marudzeniem a pocałunkiem, bez zastanowienia wybierał opcję drugą – W porządku, ty decydujesz. Masz szczęście, że naprawdę ci ufam - westchnął poddając się i zawołał kelnera, by mogli złożyć zamówienie.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-21, 19:23

- Słuchaj, nie oczekuj za wiele, bo jeszcze ten gps doprowadzi Cię tylko w jedno miejsce, którym będzie hotelowe łóżko. Reklamacje z niezobaczenia innych atrakcji nie do mnie - wzruszyła ramionami, bo skoro tak mocno chciał polegać na Spencer, proszę bardzo, ale lepsze były google, nawet jeśli czasem nie szło ogarnąć pewnych rzeczy, a nawigacja ssała pałę, nie wiem, może w Stanach działa ona lepiej, ale w polszy - dramat. - No cóż, skoro w Japonii potrafią zrobić burgera, czyli bułkę, ser i mięso z proszku, to ja już się wcale nie zdziwię niczemu - westchnęła ciężko i wzruszyła ramionami - no ja tam lubię wrapy i nuggetsy - bo nie była fanką tych kanapek z niby wołowiną, ale resztę mogła wsunąć - o i mcchikena i oczywiście fryty, najlepiej zakręcone, jak wjeżdża ten tydzień z nimi - no bo one akurat miały w sobie coś, czego żadne inne fastfoody jeszcze nie osiągnęły. Nie dziwiła się wcale, że pewnie te kanapki przetrwały lata i dopiero w jakimś tam rozkładzie potrafiły być mniej apetyczne, ale nie miał się co obawiać o indyjskie żarcie. Może kuchnia była dość inwazyjna, ale po dobrych recenzjach była w stanie im zaufać, najwyżej kupią sobie jagerka i wypiją w hotelu na trawienie.
- Cicho.. - wycelowała w niego palcem - ryba to inne mięso, dobra? Rybki są fajne, ładne i smaczne, a taka jagnięcina czy coś to nie bardzo mnie zachęca - pokręciła głową, więc wolała zanurzyć się w dziwnych smakach wraz z łososiem, niż z czerwonym mięsem i nie będzie odwrotu. Jak się zatrują, to tym samym. Musiała więc jakoś przekonać Blake'a-marudę, że warto jednak tu zjeść, skoro oceny były pozytywne i tylko kilka hejterów jęczało, że coś im tam się nie podobało, albo inne przyprawy powinny zostać użyte. Postanowiła więc pocałować go, jak to miała w zwyczaju, bo po pierwsze - mogła go całować, był jej facetem i cześć, a po drugie, no to było przekonywujące, dlatego po chwili zamówili te dwa łososie, do tego chlebek naan i pewnie jakiś dzbanek wody do tego, bo jednak oboje sporo pili. - Ooo.. a potem możemy iść na spacer, mam ochotę na lody. Sorbet z mango - aż jej błysnęły oczy, bo milion lat nie jadła lodów.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-21, 21:37

- No to całkowicie sprawny ten gps, grunt że doprowadzi mnie do hotelu i do łóżka, reszta mało mnie interesuje, atrakcje mogę obejrzeć na zdjęciach – stwierdził z rozbawieniem, bo chwil spędzonych z Rory nic mu nie zastąpi, a atrakcje to on sobie faktycznie w google może pooglądać, albo przy innej okazji do Miami przylecieć i się rozeznać bardziej w tym, co te miasto miało do zaoferowania, poza oceanem, piaskiem, palmami, milionem klubów, barów, restauracji i jakiś parków. Właściwie pewnie tyle co Nowy Jork, więc nie zamierzał narzekać na brak zwiedzania Miami.
- Zapamiętam, kiedyś w drodze z pracy do domu wstąpię po cały zestaw, bo to brzmi jakby miało cię uszczęśliwić bardziej niż jakieś kwiatki – co w sumie dziwne nie było, wręcz zrozumiałe. W końcu kwiatki lada dzień zwiędną i nic pożytecznego z nich nie będzie, a jedzenie to zawsze człowieka uszczęśliwia, szczególnie te ulubione i pożytek z niego jest bo brzuszek pełny, więc przy pierwszej lepszej okazji, jak mu się drobnych prezentów zachce, postawi na maca zamiast kwiaciarnie. Brzmiało jak dobry plan.
- Mhm czyli rybki są ładne i fajne, więc trzeba je zjeść, a taka owca, albo krowa to już fajne nie są? – zapytał walcząc z samym sobą by się nie roześmiać na to jej porównanie, które swoją drogą brzmiało trochę strasznie, skoro była gotowa powitać na swoim talerzu to co było fajne i ładne. Jego zdaniem baranki i krówki też były ładne fajne i do tego sympatyczne jak żyły, no ale nie myślał o tym, jak wpierdalał kolejnego steka z grilla, albo kotlela w burgerze, bo jakby myślał, to by na jakąś wege dietę musiał przejść, a tego to sobie jednak nie wyobrażał. Koniec końców postanowił więc zakończyć temat tego, co było zdatne do jedzenia a co nie. Zresztą no, skutecznie go uciszyła, myśli się rozbiegły w różnych kierunkach i nie starał się ich nawet do porządku przywoływać – Sorbet z mango... Niech będzie, o ile cokolwiek po tym łososiu zmieścisz – rzucił z rozbawieniem, ewidentnie się z niej nabijając, bo zdążył się już poznać na tym, jak Rorka wielkim żarłokiem potrafiła być. Wciąż nie pojmował gdzie to mieściła, ale istotne to nie było. Ważne że jadła, w końcu jedzenie to zdrowie – Tak sobie myślę, że może wieczorem wyskoczylibyśmy na jakąś imprezę? Nie będziemy długo, żebyś się na jutro wyspała, ale przyda nam się trochę rozgrywki – zaproponował, ale jakoś w Miami nie czuł problemu z zazdrością. Szanse na to, że Rors wpadnie komuś w oko i nagle zacznie tego kogoś aż nadto często widywać, były znikome. W końcu wraz z końcem weekendu mieli wrócić do domu. A tam to jednak inaczej wszystko postrzegał, bo nigdy nic nie wiadomo. Wolał by nie miała w Nowym Jorku żadnego adoratora poza nim samym.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-21, 22:12

Uśmiechnęła się szerzej, gdy stwierdził, że atrakcje to sobie on na necie zobaczy, czy coś, więc tylko pocałowała go czule i wsunęła łapki na moment w jego kieszenie spodni. - Mmm... no to dobrze, bo dziś to nie chciałabym łóżka opuszczać, chyba, że z Tobą - mogliby wykorzystać też inne meble, albo prysznic, wiadomo, ale.. tak ogólnie to nie kręciło ją jakoś tak zwiedzanie tego wszystkiego, bo poza palmami i plażą to właśnie wyglądało to miasto jak Nowy Jork, też pełno barów, pubów, klubów, w których rzadko bywała, no i restauracji na każdym kroku. Klimat był bardzo gorący, przez co też było dużo panien rozebranych prawie do bikini, zwłaszcza, przy tych bardziej plażowej części, w centrum jeszcze się jakoś zakrywały, więc tym bardziej nie powinni łazić, bo jeszcze jakieś się do niego dokleją, meh. - Hm.. wiesz, że nie wolno mi tyle jeść takich świństw! - No, musiała trzymać się diety niestety, czasem pozwalała sobie na cheatowanie, ale tak to nic dziwnego, że w mieszkaniu Blake'a było pełno warzyw, owoców, pojawiły się nawet takie doniczkowe jak bazylia, mięta, rosnąc sobie i wydając nowe listki, które wykorzystywali potem do obiadów, a czego wcześniej na pewno nie miał. - Ale.. czasem możesz, chociaż.. wrapka - no to było najmniejsze stężenie tłuszczu, poza tym jakaś załata, tortilla, to się powinno liczyć, chociaż w domu pewnie zrobiłaby równie dobre z łososiem, ale nie zawsze się chciało, hehe. I wiadomo, kwiatki zawsze lądują w koszu.
- Ummm.. no coś w tym stylu, hehe - wzruszyła ramionami z niewinną miną, bo takie sushi, jakby ją było stać, to by jadła codziennie do usranej śmierci, a niestety sama nie potrafiła w domu, choć.. może kiedyś by poszli na taki kurs, to byłoby ciekawe, a potem mogłaby robić dla nich co jakiś czas, takie japońskie wieczorki z rybką. - Oczywiście, że zmieszczę, czemu we mnie w ogóle wątpisz - spojrzała na niego zaskoczona i westchnęła ciężko, bo nie rozumiała, jak on w ogóle mógł, sorbet na pewno znajdzie swoje miejsce! - Hm.. wiesz, jutro jest impreza, taka po pierwszym dniu konwentu, w jednym z tych dużych klubów w okolicy - machnęła łapką gdzieś za swoimi plecami by zobrazować gdzie, jakby to miało cokolwiek mu powiedzieć, ale whatever nie - ii.. myślałam, że moglibyśmy wtedy pójść, a dziś.. no wiesz - zagryzła uroczo wargę, rumieniąc się jak burak - no.. oboje.. nie mieliśmy ostatnio dla siebie czasu - on praca, ona praca, jeszcze musiała czasem wpadać do szpitala na jakieś badania, czy kontrole, że te dni jakoś im umykały, oboje byli zmęczeni i zasypiali w łóżku, zamiast je wykorzystywać.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-22, 02:38

- Do rana nie będziemy z niego wychodzić – tyle mógł jej zagwarantować, że jak już do tego łóżka prędzej czy później trafią, to zostaną w nim jak normalni ludzie do samego rana, zmuszeni je opuścić tylko po to, by mogła dotrzeć na konwent. A gdyby nie to, pewnie przetrzymałby ją w nim przez resztę weekendu, ale praca poczekać nie mogła. Zwłaszcza teraz, kiedy miała się zaprezentować szerszemu gronu odbiorców ze swoim talentem, w czym zamierzał ją ze wszystkich sił wspierać. Bo może i umierała, może nie mogła rozwinąć swojej kariery na szerszą skalę i może nawet nie chciała tego robić, ale powinna była dać z siebie wszystko w ciągu dwóch najbliższych dni, by do domu wrócić z uśmiechem na twarzy i świadomością, że odwaliła kolejny raz, kawał dobrej roboty – Wiem, ale to nie zmienia faktu, że jak raz na miesiąc dostaniesz większą porcję to nic się nie stanie – stwierdził, no bo jak raz na jakiś czas całkiem sobie dietę odpuści i poszaleje z niezdrowym żarciem, to przecież się z miejsca nie wykończy. Jakby nie było, coś się jej też od życia należało, poza tymi wszystkimi owocami i warzywami, które wpierdzielała jak rasowy królik, bo tak trzeba było – Wrapka i nuggetsy? – podpytał, no bo wyżerka, to wyżerka, a nie jakiś tam jeden wrapek, który nijak miał się do jej apetytu i żołądka, jaki wydawał się być czasem bez dna.
- Twoja logika czasem nie przestaje mnie zaskakiwać – westchnął, ale nie negował jej podejścia. Miała jakie miała, no co on mógł zrobić? Nic. Ona też w jego punkt widzenia nie ingerowała, no chyba, że próbowała go przekonywać do zjedzenia indyjskiego żarcia w rozlatującej się knajpie, ale to było akurat wybaczalne i ani myślał jej wypominać – Wcale nie wątpię. Wydaje mi się tylko, że któregoś dnia nastanie ten moment, kiedy powiesz mi, że nic więcej nie zmieścisz. W sumie to nawet na niego czekam – w końcu byłaby to dobra okazja do tego, żeby się z niej trochę pośmiać i pożartować na temat tego jej brzucha, w którym mieściło się wiele, a w którym chyba kiedyś miejsca zabraknąć powinno. Nawet on nie wydawał się mieć takiego spustu jak Rorka, a był facetem i to takim co pojeść sobie lubił – Jutro? W takim razie dzisiaj kończymy dzień w łóżku, a jutro pójdziemy na imprezę – zawyrokował, ale miała rację. Nie mieli ostatnio zbyt wiele czasu dla siebie i wypadało to nadrobić, skoro obecnie ku temu mieli idealną okazję. Impreza mogła więc poczekać. Szczególnie że jakaś się na drugi dzień szykowała.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-22, 13:03

- No tak.. to prawda - uśmiechnęła się pewnie w stylu tej emotki : > wiesz o co chodzi, zadowolona, że jej facet był tak dobry w wymyślaniu wymówek, dla których dziewczyna mogła skorzystać z cheat daya na maksa. Oczywiście nic by się jej nie stało, gdyby zjadła cały zestaw, ale.. wolała się nie rozpędzać, bo najpierw jeden, a potem co tydzień by wsuwała w siebie i cóż, nie było to zdrowe, zwłaszcza byłby to taki szok dla jej organizmu, który traktowała dość dobrze, nawet próbując zarazić detoxem Blake'a. - Wrappek i nuggetsy - przytaknęła i cmoknęła go w policzek, uśmiechając się szerzej. Poza tym, pewnie do tego jeszcze wjadą jakieś lody, czy nutella, czekolada, albo coś innego słodkiego na deserek, bo bez deserku to jednak trochę lipa.
- Lubię Cię zaskakiwać, wiesz o co chodzi - mrugnęła do niego i zaśmiała się pod nosem - poza tym, jakbym była nudna, to byś mnie tak nie uwielbiał, a ja bym nie uwielbiała rybek - wzruszyła ramionami, bo coś w tym jednak było, że dziewczyna nie była jak te wszystkie laski-influencerki, czy modelki, czy po prostu szare myszki. Wiedział, że miała charakterek, że nie umiała się czasem zamknąć, była dziwakiem na swój sposób, ale wiedział co brał, co nie? I chyba nie mógł dziewczynie odmówić uroku, ani tego, że zakochał się po prostu w małym dziwaku, zafiksowanym w różnych swoich odchyłach, tatuażach, detoksach i z wielkim żołądkiem. - Mm.. no może - zastanowiła się przez chwilę, oczywiście, bywały dni, gdy nie miała ochoty na jedzenie, pms, słabsze dni z sercem, które dokuczało, albo po prostu brak humoru, gdzie siedziała na misce musli przez cały dzień. Ale nie miała jeszcze takiego, by jadła i czegoś nie zmieściła! - Super - odparła jedynie i wyszczerzyła się do niego zadowolona. Następnie zjedli pyszne jedzonko, które właśnie zaskakująco było dobre i nie powodowało żadnych okropnych komplikacji. A po uregulowaniu rachunku poszli się przejść, na te lody mango i spacer, po okolicy, robiąc sobie zdjęcia pod palmami czy inne selfiki, wiadomo. Aż dotarli do hotelu. - Dobra, oficjalnie mówię, że potrzebuję prysznica i chwili odpoczynku - poszła od razu do walizki, wyciągnąć czystą bieliznę, kosmetyczkę i inne bajery.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-22, 17:23

- No to skończ już wymyślać, powiedzmy, że tym razem ja wiem lepiej – mrugnął do niej zadowolony, że mu jednak przytaknęła, no ale wiedział, że ma rację i na nic sprzeczanie się z nim, bo i tak nie miała żadnego sensownego argumentu na to, by raz na jakiś dłuższy czas pozwolić sobie na większą wyżerkę z serii tych niezbyt zdrowych. Co innego, jakby miała tak dziennie jadać, albo nawet kilka razy w tygodniu. Wtedy pewnie by jej bokiem wyszło i jemu również, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku? Nie widział przeciwwskazań. Ona też nie powinna. Objął ją więc gdy cmoknęła go w policzek i sam tego buziaka odwzajemnił, całując ją w policzek, skroń, czubek głowy, czubek nosa i koniec końców w usta. Taki przypływ uczuć go ogarnął.
- Lubię kiedy mnie zaskakujesz – uśmiechnął się, ale lubił te elementy zaskoczenia, rzecz jasna tylko wtedy, kiedy było to pozytywne zaskoczenie. Całe szczęście nieprzyjemnie nie zaskakiwała go często. Zdarzyło się raz czy dwa i na tym dobrze byłoby pozostać, bo te pozytywne zaskoczenie to o wiele lepsze było – Wydaje mi się, że nawet jeśli stałabyś się nagle nudna, to i tak bym cię uwielbiał – stwierdził, no ale kochał ją. Nudną czy nie, kochał i to nie mogło się od tak zmienić. Zwłaszcza, że każdy prędzej czy później wpadał w taki stan, kiedy nuda biła od niego na kilometr, bo miał gorszy czas, a potem wszystko wracało do normy. Ponadto zawsze mógłby przynudzać z nią, bo czemu nie? Spędzanie całych dni na kanapie, z jedzeniem, jakimiś beznadziejnymi filmami, albo w grobowej ciszy, też nie mogłoby być złe, skoro byliby razem. Niemniej miała rację. To, że była taka a nie inna, miało spory wpływ na to, że w ogóle się w niej zakochał. Jakby mu się z innej strony pokazała, zanim go w sobie nie rozkochała i to chyba nieświadomie, to pewnie szukałby sobie innej panny za którą mógłby się pouganiać czerpiąc z tego jakąś rozrywkę. Ale czy by inną pokochał? Pewnie nie.
Skupił się więc na jedzeniu, które w końcu dostarczył im kelner i które wcale nie było takie beznadziejne jak mogłoby się wydawać widząc ogólny stan knajpki. Właściwie to mógł przyznać, że pozory potrafiły zmylić, bo wszystko zjadł ze smakiem, nie kręcił nosem i talerz pusty zostawił, uregulował rachunek za oboje, ani myśląc pozwolić Rorce na to, by płaciła za siebie, zgodnie z jej wcześniejszą prośbą poszli na lody, spacer i ostatecznie kiedy tylko wrócili do hotelu, walnął się na łóżko z jękiem, bo zmęczony był zarówno podróżą jak i tym błądzeniem po mieście – Idź, ja w pierwszej kolejności stawiam na odpoczynek, bo nie wystoję pod tym prysznicem – stwierdził, ale mogła iść się ogarniać, on sobie po niej szybki zimny prysznic na ożywienie weźmie, bo chwilowo nie miał sił się ruszać. Był przejedzony i padnięty.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-22, 19:10

- Mhhm.. - kiwnęła głową, gdy kazał jej iść pierwszej do łazienki, choć wolałaby z nim to jednak rozumiała, że van der Neer potrzebuje chwili dla siebie i pewnie jakiejś krótkiej drzemki po jakby nie patrzeć - locie, potem jej sprawach, jedzeniu, łażeniu po mieście, bo zachciało im się spacerów. Sama Rory była strasznie zmęczona, więc poszła szybko do łazienki, by w siedem minut dokonać szybkiego prysznica. Zmyła resztki makijażu, bo może dużo się nie malowała, albo przecierała puder czy korektor, a maskara już dawno wołała o zmycie, bo oczy były zmęczone, to jednak ten makijaż był na jej twarzy i trzeba było pozbyć się go do łóżka. Wcisnęła się w piżamę i wyszła z łazienki, odwieszając mokry ręcznik gdzieś po drodze do łóżka. - Jak masz ochotę to możesz już się udać do łazienki - mruknęła do ucha Blake’a i uśmiechnęła się delikatnie, muskając nosem jego policzek zaczepnie, by się nieco rozbudził zanim jej zaśnie.
Gdy więc została sama, sprytnie wsunęła się pod kołdrę, wiedząc, że cała będzie dla niej, zawinęła się w naleśnika i włączyła tv, mając ochotę na jakiś odmóżdżacz. No i wszystko byłoby pięknie i cacy, gdyby nie przysnęła na moment, gdy szum prysznica, pod którym stał brunet, ukoił jej myśli i nerwy przed jutrzejszym dniem. Odpłynęła na tą chwilę, więc, gdy Blake wrócił zastał Rory w dość jednoznacznej pozycji, na boku, z lekko otwartymi ustami i drzemiącą sobie. Była tak zmęczona, że padła w momencie, chociaż tak się napaliła na ich wspólną noc! Ale dajcie jej chwilkę, naładuje bateryjki, poczuje, że do niej wrócił i zaraz się obudzi, albo rozbudzi, jakkolwiek nazwać jej obecny stan. Wyglądała za to uroczo, to trzeba było jej przyznać.
 
 
Blake van der Neer


brooklyn


29

Prowadzi klub boskerski

a po godzinach klei się do Rory

Blake
van der Neer










mam 188 cm wzrostu

status gry: gram
Come a little closer, let me taste your smile Until the morning lights
Wysłany: 2019-05-22, 21:04

Zdecydowanie potrzebował chwili dla siebie i to dłuższej, na drzemkę również, żeby choć trochę sił do życia nazbierać, bo tych mu brakowało, prawie jak mnie teraz, no ale co zrobić. Zmęczył się. Dlatego jak tylko zniknęła mu w łazience, to przymknął oczy i niemal od razu zapadł w płytki sen, z którego wyrywał go byle dźwięk czy to dochodzący z łazienki, czy z ulicy przez uchylone okno w hotelowym pokoju. A to wcale takie dobre nie było, bo tylko go bardziej rozleniwiało i koniec końców czuł, że będzie zmuszony machnąć sobie na wieczór jakąś kawę, żeby postawić się na nogi. Z drugiej strony liczył po cichu na to, że Rory to mu jednak da z pół godziny na sen, więc jęknął żałośnie gdy to się nie stało, a brunetka zjawiła się w pokoju i zaczęła mu mruczeć do ucha i po policzku nosem szturchać. Przeciągając się, obrócił się na drugi bok, trochę chamsko ją ignorując, ale i tak wiedział, że ze spania nic nie będzie i wzdychając ciężko pod nosem, wygrzebał się z łóżka, oddając jej całą przestrzeń, a sam na dobry kwadrans zniknął w łazience, mocząc się bezsensownie pod zimną wodą, która doprowadziła go do jako takiego, przyzwoitego stanu, w którym przynajmniej skończył raz za razem ziewać.
Po powrocie do pokoju, wsparł się ramieniem o ścianę i pokręcił głową z niedowierzaniem, widząc, że w przeciwieństwie do niego spała sobie w najlepsze. Nie miał jednak serca jej budzić, więc podszedł do swojej torby, z której wyciągnął jakieś spodnie i koszulkę, ubrał się i przysiadł sobie w fotelu, wcześniej zabierając tylko pilot, żeby zmienić kawał, bo odmóżdżacze, które tam leciały to go mało co interesowały i wolał jakieś wiadomości, czy inny sportowy kanał. I tak spędził kolejny kwadrans, ale że fotel niezbyt wygodny był, to wgramolił się znowu do łóżka - Rory, dość tego spania. Mnie z łóżka wykopałaś, a sama się lenisz… – mruknął, sięgając ustami do jej warg, które lekko musnął, odgarniając jej włosy z twarzy.
 
 
Rory Spencer


bronx


24

tattoo artist

postanowiła spędzić ostatnie miesiące życia z Blejkiem

rory lynx
spencer










mam 165 cm wzrostu

status gry: karta
-
Wysłany: 2019-05-22, 21:35

Skoro on ją zignorował, to i ona go zignorowała, w dupie miała, że wrócił spod prysznica, co pewnie gdzieś tam w tym swoim letargu usłyszała, że zmienił kanał, no i potem, że chciał ją rozbudzić. Odwróciła się na drugi boczek, dupką do niego i uśmiechnęła się pod nosem, wtulając w poduszkę, która wydawała się bardziej ciepła i miła od Blake'a, który może i dał jej piętnaście minut więcej snu, ale próbował teraz (pisze słowo "teraz" piąty raz i poprawiam, bo albo nie mogę wyklikać, albo mi się emoty wciskają między litery, dramat) nieładnie obudzić! No, ale skoro już tak uparcie sięgał do jej warg ustami, które były miękkie, ciepłe i zdecydowanie miętowe, uśmiechnęła się trochę bardziej i musnęła je swoimi. A co. Był w końcu jej facetem, więc mogła sobie pozwalać na każdą opcję czułości, w każdym momencie. - Noooo... bo trzeba było wziąć prysznic. Nikt nie bronił położenia się obok i drzemki, tak na zebranie siły - szepnęła, odwracając się do niego na ten prawidłowy boczek i odwijając odrobinę z kokona kołdrowego, by oddać mu jego część i by mógł okryć się miękką kołdrą, wygrzaną już przez pannę Spencer. - A poza tym, jak nie spanie, to co robimy? Wiadomości chcesz oglądać? - Zerknęła jednym okiem na telewizor i widząc mordę trumpa to aż wywróciła oczami, bo ten się odgrażał ostatnio po tych napadach na ambasadę amerykańską. No jak chcę wojny to zobaczymy jak szybko przestanie być prezydentem, idiota. - Straszne głupotki - mruknęła zażenowana i wtuliła się w Blake'a - a Ty coś się tak poubierał, jakby było minus milion? - No halo, gdzie same bokserki? Miała sobie go obmacywać przez tshirt? Nooo paaaanie, nie ma mowy w ogóle, od razu wsunęła pod materiał łapki i podciągnęła wyżej, bo niepotrzebna była mu ta piżama. Wystarczyłyby same gatki, albo same bokserki.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

POGODA